Prace na tą pięcioaktową operą, która pierwotnie nosiła tytuł Vasco da Gama rozpoczął Meyerbeer już w 1837 roku, a jej prapremiera miała miejsce dopiero 28 kwietnia 1865 roku, niemal równy rok po śmierci kompozytora, który zmarł 2 maja 1864. Można powiedzieć, że komponowanie tego dzieła szło mu wyjątkowo opornie. Pierwotna wersja była wielokrotnie przerabiana i poprawiana, by po każdej takiej ingerencji wylądować w szufladzie w oczekiwaniu na lepsze czasy (czytaj – wenę twórczą). Meyerbeer nie miał jakoś serca do tego pomysłu. Dopiero w końcówce 1850 roku wrócił do pracy nad nią. Ukończył operę dopiero w 1863 roku, dwa lata po śmierci Eugéne Scribe, który był autorem libretta, również nie ukończonego. Ukończył je François-Joseph Fétis. Kompozytor również nie doczekał prapremiery swojej ostatniej opery, zmarł 2 maja 1864 roku w Paryżu, w trakcie prób i ukończeniem ostatecznej wersji. Przejął te obowiązki François-Joseph Fétis, który doprowadził do końca jej formę i wrócił też do pierwotnego tytułu Afrykanka.

Prapremiera na scenie Opery Paryskiej, która zadbała nie tylko o najlepszą z możliwych obsadę, w której znaleźli się między innymi: Marie Sas (Selika) Emilio Naudin (Vasco da Gama), Jean-Baptiste Faure (Nelusko), Jules-Bernard Beval (Don Pedro) Louis-Henri Obin (Arcykapłan Brahmy). Dbając zarazem o bizantyjski przepych scenografii i kostiumów. Wszystko to razem wzięte zapewniło Afrykance triumfalne przyjęcie, czego świadkiem był obecny na prapremierze cesarz Napoleon III. Na zakończenie prapremierowego wieczoru odsłonięto na scenie popiersie Meyerbeera.
Triumf pierwszej prezentacji wzmógł zainteresowanie tym dziełem, które w ciągu roku trafiło na sceny: Madrytu, Londynu, Berlina, Brukseli, Nowego Jorku, Bolonii i Parmy. Rok później pojawiła się Afrykanka w Wiedniu i Mediolanie. Najczęściej prezentowano włoską wersję językową, chociaż w nowojorskiej MET pierwszy raz wystawiono Afrykankę w 1888 roku w wersji niemieckojęzycznej. Wszędzie odnosiła wielkie sukcesy. O prawo wykonywania partii w tej operze ubiegały się największe operowe gwiazdy tamtych lat, by wspomnieć: nazwiska: Lilian Nordicy, Amelity Gali-Curci, Rosy Ponselle, Louisa Lassalle, Titty Ruffo, Salomei Kruszelnickiej oraz Félii Litvinne, szwagierki Edwarda Reszke. Wśród nich błyszczały nazwiska polskich śpiewaków: Jana i Edwarda Reszków, Rosy Raisy, Wandy Czechowskiej-Miller Teresy Arkiel.

Najciekawiej wygląda historia tego dzieła na scenie Opery Paryskiej, gdzie miała w kwietniu 1865 swoją prapremierę. Drugą inscenizację zrealizowano na tej scenie, ale już w gmachu Garniera, w 1877 roku, następną 1902. Od tego czasu Opera Paryska nie zdecydowała się na wystawienie tego dzieła. Po pierwszej wojnie światowej rozpoczyna się zmierzch popularności Afrykanki, która po drugiej wojnie niemal zupełnie zniknęła z repertuaru teatrów operowych. Jej powojenne realizacje można policzyć na palcach obu rąk: Marsylia (1955),Tuluza (1963), Florencja (1971), Barcelona (1977), Londyn (1978 i 1981), San Francisco (1972), Berlin (1992), Strasburg (2004).
Polska premiera odbyła się w 1866 roku we Lwowie. W grudniu 1870 roku poznała Afrykankę Warszawa. W obu przypadkach we włoskiej wersji językowej. Od 1918 roku prezentowano operę w polskim przekładzie libretta. Afrykanka miała na naszych scenach wyjątkowe powodzenie, szczególnie w Warszawie, gdzie panie Janina Korolewicz-Waydowa i Wanda Czechowska-Miller wybrały to dzieło na swoje jubileusze. W 1937 roku Afrykankę wystawiono w Operze Poznańskiej. I na tym, jak na razie, kończy się historia Afrykański na naszych scenach.

Mimo, że tytuł opery wskazuje, że miejscem akcji jest Afryka, to jednak tak nie jest! Akcja Afrykanki dzieje się w Lizbonie i Indiach około 1500 roku. Józef Kański stwierdził nawet, że tytuł jest lekkim nieporozumieniem, bo nawet Selika jest nie tytułową Afrykanką, lecz Hinduską. Dzieło ma charakter monumentalny, będąc typowym przykładem historycznej francuskiej grand opera. Monumentalność przejawia się również w rzadko spotykanej długości utworu – wersja oryginalna trwa około sześciu godzin; autorem wersji ostatecznej, z wieloma zmianami i skrótami, jest François-Joseph Fétis, który po śmierci kompozytora nadał dziełu ostateczny pięcioaktowy kształt.
Każdy akt przenosi widza w inne miejsce. Akcja rozpoczyna się w sali rady królewskiej w Lizbonie, gdzie odbywa się posiedzenie poświęcone wyprawie Vasco da Gamy, który mówi o nowo odkrytych zamorskich lądach czym rozgniewał Wielkiego Inkwizytora, który oskarża go o herezję wykluczając istnienie lądów, o których milczy pismo święte. Oskarżenie wywołuje gniew Vasco da Gamy, który obraża członków rady, a która odmówiła mu funduszy na kolejną wyprawę. W efekcie zostaje wtrącony do lochów inkwizycji razem z Seliką i Neluskiem, gdzie rozgrywa się cały II akt. Kończy go uwolnienie uwięzionych. Kolejny akt przenosi nas na okręt. Czwarty akt przenosi widza do Indii, rozpoczyna go scena baletowa będąca hołdem dla zakochanej w Vasco da Gamie Seliki, która w ostatnim akcie ginie samobójczą śmiercią wdychając trujące opary wydzielane przez święte drzewo manzanilla. Razem z nią gnie też zakochany w niej Nelusco. Z głównych bohaterów ocaleni zostali, Vasco da Gama i zakochana w nim Ines, która rozpoczyna swój sceniczny żywot wielką arią Adieu mon beau rivge. W finałowym akcie dochodzi do konfrontacji obu pań, zakochanych w tym samym mężczyźnie, z tą uwagą, że zwycięsko z tej rywalizacji wychodzi Selika, która widząc wielkie uczucie jakim darzą się Ines i Vasco da Gama postanawia przez ich ocalenie uszanować je.

W muzyce Afrykanki wielbicie muzyki Meyerbeera nie znajdą nic czego nie poznali już z wcześniejszych jego dzieł. Barwna instrumentacja oddająca egzotykę miejsc akcji, potężne sceny zbiorowe, doskonale opracowana dramaturgia prowadząca do wielu kulminacji brzmieniowych. Wielogłosowe chóry i mordercze partie głównych bohaterów są tutaj wyjątkowo atrakcyjne. Trudno więc się dziwić ogromnej popularności tej opery przez pierwsze półwiecze jej historii. Dzisiaj te przymioty niestety mocno przybladły i nie wywołują już takich emocji jak dawniej. Tak na dobrą sprawę to przetrwało do dzisiaj zaledwie kilka arii. Tenorzy chętnie włączają do koncertowego repertuaru arię Vasco da Gamy O paradis sorti de l’onde. Z kolei śpiewacy obdarzeni głosami barytonowymi chętnie sięgają po balladę Nelusca Adamastor roi des Vagues profondes. Czasami, ale rzadko, można spotkać kołysankę Seliki Sur mes genoux. Wszystkie wspomniane arie jasno wskazują z jaką skalą trudności muszą się zmierzyć jej wykonawcy.
Adam Czopek




