W Warszawskiej Operze Kameralnej trwają intensywne prace nad kolejną premierą nowego dzieła zapowiedzianą na czwartek 26 marca. Tym razem będzie to Bal w operze Juliana Tuwima przełożony na język teatru muzycznego przez Leszka Możdżera, który ukazuje go jako „ucieczkę zdemoralizowanych sfer wyższych od problemów społecznych. Balowicze to cyniczni politycy, żądni sensacji dziennikarze i rozpustne damy”. Ten poemat Juliana Tuwima jest brutalną satyrą polityczną z lat 30. XX wieku, demaskujący zepsucie elit II RP, cynizm władzy i rodzący się faszyzm. Poprzez groteskowe obrazy, język propagandy i dynamiczną formę, Tuwim krytykuje materializm, obłudę oraz bierność, zapowiadając nieuchronną katastrofę. Świat przedstawiony jest zdeformowany, a opis balu pełen kontrastów – od przepychu po zbrodnię. Koniec utworu to wizja Sądu Ostatecznego, na którym elita zostaje strącona do piekła, co symbolizuje upadek całej formacji społecznej.

Warszawską premierę przygotuje zespół, w którym „pierwsze skrzypce” gra reżyserka Agnieszka Płoszajska, która zaprosiła do współpracy: Katarzynę Gabrat-Szymańską (scenografia), Małgorzatę Słoniowską (scenografia) oraz Santiago Bello (choreografia). Zespół realizatorów uzupełniają: Piotr Taraszkiewicz (reżyseria dźwięku), Adam Tyszka (reżyseria świateł) i Karolina Jacewicz (multimedia). Przedstawienie jest przygotowywane jako spektakl tylko dla widzów dorosłych. Utwór jest wyrazem totalnej negacji ówczesnego świata, łączącym katastrofizm z sardonicznym śmiechem. Czy tylko tego ówczesnego???
Nową warstwę muzyczną utworu tworzy Leszek Możdżer – „artysta o nieograniczonej wyobraźni i wyjątkowej wrażliwości brzmieniowej”. Jego kompozycja i kierownictwo muzyczne nadają spektaklowi współczesny puls oraz dramatyczną głębię, budując napięcie między słowem a dźwiękiem. Leszek Możdżer nie tylko tworzy warstwę muzyczną i kieruje zespołem instrumentalnym. On wchodzi w strukturę spektaklu. To będzie bal „na sto par”, w którym publiczność staje się współuczestnikiem akcji. Co może się okazać niebyt dla niej wygodne.
Adam Czopek.




