Magazyn Operowy Adama Czopka

Opera, operetka, musical, balet

Cykl Kompozytorzy i ich dzieła Wagner

Dzień trzeci – Zygfryd

Narodziny bohatera

Po skończeniu pracy nad Walkirią (23 marzec 1856 roku) niemal zaraz rozpoczął Wagner komponowanie Zygfryda, który – przypomnijmy – miał być pierwotnie dramatem muzycznym zatytułowanym Młody Zygfryd i poprzedzać Śmierć Zygfryda. Jednak w trakcie pracy nad drugim aktem, 18 czerwca 1857 roku, Wagner nagle ją przerywa. Wróci do niej dopiero po kilkunastu latach. Przerwa w pracy nad Pierścieniem Nibelunga to okres rozkwitu i zmierzchu wielkiego romansu z Matyldą Wesendonk, co mocnym śladem odbiło się na jego twórczości i zainspirowało do stworzenia Tristana i Izoldy. Później, również z inspiracji pani Wesendonk, zajął się komponowaniem Śpiewaków norymberskich, premiera których odbyła się w Monachium w czerwcu 1868 roku. Lata przerwy w pracy nad tetralogią to również początek romansu z Cosimą von Büllow (żoną dyrygenta Hansa), uwieńczonego ślubem w 1870 roku. Zarazem to okres krystalizowania się idei festiwalu jego dzieł oraz pomysł budowy Bühnenfestspielhausu w Bayreuth i zbierania funduszy na jej kontynuację. Perspektywa otwarcia festiwalowego gmachu skłoniła Wagnera do podjęcia przerwanej pracy nad Zygfrydem i całą tetralogią. Światowa premiera pełnego cyklu Pierścień Nibelunga miała być najważniejszą częścią  inauguracji teatru jego marzeń. Partytura Zygfryda jest gotowa  co prawda już w lutym 1871 roku (niektóre źródła podają, jesień 1869 roku), jednak jego prapremiera odbyła się, zgodnie z wolą kompozytora, dopiero podczas pierwszego festiwalu w Bayreuth 16 sierpnia 1876 roku. W sumie praca nad Zygfrydem, będącym najjaśniejszym momentem, pełnej tajemniczego mroku i ponurych dramatów tetralogii rozciągnęła się na blisko dwadzieścia lat.

scena z I aktu Zygfryda, Opera Wrocławska w Hali Ludowej 2005, fot. M. Grotowski

 Między akcją Zygfryda, a tym co oglądaliśmy w Walkirii, znowu mamy, podobnie jak między prologiem a pierwszym dniem, blisko dwudziestoletnią przerwę. Brzemienna Zyglinda, zrozpaczona śmiercią ukochanego Zygmunda, zgodnie z radą Brunhildy ukryła się przed gniewem Wotana w głębi lasu w grocie karła Mimego. Tam urodziła syna, któremu nakazała dać imię Zygfryd. Niestety, niemal bezpośrednio po porodzie Zyglinda umiera. Zostawiła synowi w spadku jedynie fragmenty Notunga, miecza ojca, strzaskanego włócznią Wotana. Mime sam wychowywał Zygfryda, wiedząc, że rośnie w nim przyszły bohater o sile niedźwiedzia, któremu obcy będzie strach. Wychowuje go w swojej jaskini, będącej zarazem kuźnią. Młodzieniec jest uosobieniem radości i sprytu oraz siły i odwagi. Jest też zarazem obrazem naiwności, nie zna świata zewnętrznego, żyje w zgodzie z naturą, w otoczeniu której czuje się najpewniej.

 Wraz z narodzinami Zygfryda w świecie Wotana i jego bogów pojawił się cień nadziei na odzyskanie złota i odwrócenie kolei losu. Czas pokaże, że było to tylko złudzenie. Erda, bogini ziemi, przepowiada rychły zmierzch państwa bogów – monolog: Wirr wird mir („Umysł mi mąci ta wieść”). Wotan, z chwilą kiedy uśpił Brunhildę, traci możliwość wpływu na losy świata, staje się pielgrzymem – wędrowcem (Wanderer), który tuła się po całym świecie. Co prawda ma jeszcze świętą włócznię, na której wypisane są święte runy, ale jest już bardziej obserwatorem i narratorem niż animatorem zdarzeń. Nie działać tu chcę, jeno patrzeć. Ktoż zatrzyma wędrowca krok? -wyjaśnia Alberykowi w pierwszej scenie II aktu.

 Chciał rządzić światem, ale potok zdarzeń wymknął mu się z rąk. Został pokonany przez własne dzieci. Pomny doświadczeń nie stara się kierować krokami Zygfryda, jedynie go obserwuje. Usiłuje mu jeszcze swoją włócznią zagrodzić drogę wiodącą na skały, gdzie otoczona płomieniami, śpi Brunhilda, bo: – kto ją obudzi, kto ją posiądzie, władzę mą złamie na wieki. Ale tym razem Notung wykuty przez Zygfryda bez trudu rozbija włócznię Wotana – Nie mogę cię powstrzymać, idź swoją drogą. – woła Wotan i znika. Mime, chowając Zygfryda, ma tylko jeden cel, by ten odzyskał dla niego złoto, którego strzeże zazdrosny Fafner przemieniony w potężnego smoka. Pewnego dnia Zygfryd znajduje szczątki ojcowskiego miecza (Notung), topi go i bez trudu wykuwa (czego przez lata nie mógł dokonać Mime) dla siebie niezwyciężony oręż. – Notung! Notung! Dziś znów cię budzę do życia. Martwy złom w kawałkach był. Zwycięski z triumfem znów lśnisz.– śpiewa Zygfryd.

Zygfryd w MET 1899 Edward Reszke w roli Wotana – Wędrowcy, zdj. z arch. autora

 Moment wykucia miecza jest przełomową chwilą tej części Pierścienia i rozpoczyna cały ciąg zdarzeń: zabicie smoka Fafnera i zdobycie złota, zabicie Mimego, który by odebrać Zygfrydowi odzyskane złoto zamierza go otruć. To także przeciwstawienie się Wotanowi i strzaskanie jego włóczni. Wreszcie – przebudzenie Brunhildy. Obrazują one bohatera, który się nie waha i nie zna strachu.

 W chwili kiedy zabija Fafnera, kropla jego krwi spada na jego rękę, od tej chwili rozumie Zygfryd śpiew ptaków. Naiwny młodzieniec za radą leśnego ptaszka zabiera strzeżony przez Fafnera pierścień (przypomnijmy, wykuty ze skradzionego Złota Renu) i czapkę niewidkę. To ptaszek zdradza mu zamiar Mimego, że ten zamierza go otruć, więc go zabija – mamy kolejną ofiarę klątwy Alberyka. Wreszcie ptaszek zdradza mu miejsce, gdzie na skałach leży uśpiona Brunhilda. Nieustraszony Zygfryd bez wahania przekracza płomienny krąg i pocałunkiem budzi uśpioną walkirię. – Cześć ci, słońce! Cześć ci, blasku! Dniu jasny, witaj mi znów! Długo trwał sen: dziś wstaję znów.  Kim jest ów mąż co zbudził mnie? – to pierwsze słowa przebudzonej do życia Brunhildy.

Zygfryd jest zafascynowany młodą kobietą, urzeka go jej uroda, głos i blask jej oczu. W jego sercu zaczynają się dziać rzeczy, jakich jeszcze w swoim życiu nie doświadczył. Patrząc na piękną kobietę poznaje co znaczy lęk i miłość. – Przez ogień płonący przyszedłem tu. A teraz płomień pali mi pierś. Od wewnątrz żar nieci we krwi. I już całego mnie pożoga ogarnia. Kobieto! Ugaś ten znicz!  Daj spragnionemu pić! – odpowiada Zygfryd. To jest początek wielkiego duetu miłosnego Heil dir Sonne! kończącego tę część tetralogii. Misternie splatają się w nim głosy kochanków, a muzyka niezwykle sugestywnie przedstawia przebudzenie, narodziny, narastanie i wybuch miłości. Ona dla miłości wyrzeka się swojej boskiej natury. Dla niego ta miłość staje się sensem życia. Od narodzin ich miłości, która ma przezwyciężyć panujące zło, rozpoczyna się dzieło zbawienia i panowanie ludzi na ziemi. To oni, zwracając Córom Renu ich złoto, uwolnią świat od klątwy i dadzą początek nowemu życiu. „Idea dramatu Wagnera znalazła się w tej scenie u szczytu. Majestatycznie wielka symbolika ubiera tę scenę. Nie w zacisznej izbie, przy nastrojowym blasku księżyca, przy szmerze strumienia i świergocie słowików, ale w promieniach porannego słońca, w świeżym chłodzie górskiego powietrza, na szczytach wzniosłych w obliczu wieczności, dokonywa się to najwznioślejsze, misterium życia ludzkiego. – tak o tej wzruszającej scenie pisze w swojej monografii „Wagner” Zdzisław Jachimecki. 

 

Jan Reszke- Zygfryd i Emma Eames – Brunhilda w Zygfrydzie MET 1899, zdj. z arch. autora

 Niektórzy autorzy rozważań nad istotą Zygfryda widzą w tej części Pierścienia wiele pierwiastków romantycznej baśni. No właśnie, tu pojawiają się wątpliwości: czy Zygfryd jest w istocie bajką, ze wszystkimi jej atrybutami (smok strzegący skarbu, baśniowy las, zaklęty pierścień, czapka niewidka, zaczarowany miecz), czy też konsekwencją tego, co działo się w Złocie Renu i Walkirii. Ta druga możliwość zdajesię być bliższa prawdy. Zygfryd jako bohater staje się, na krótko, cieniem nadziei na odwrócenie zmierzchu świata bogów. Niestety, nic już nie jest w stanie zmienić przeznaczenia. Zygfryd, zdobywając pierścień, na którym ciąży klątwa rzucona przez Alberyka, władcę Nibelheimu, staje się obiektem pożądania nie tylko Mimego, którego zresztą zaraz pozbawia życia, ale przede wszystkim Alberyka, który zrobi wszystko, żeby odzyskać pierścień dający nieograniczoną władzę. Młodego bohatera czeka taki sam los jaki był udziałem jego ojca Zygmunda. Zginie od zdradzieckiego ciosu oszczepu, zanim to jednak nastąpi przeżyje największą miłość do jakiej zdolny jest człowiek. Miłość zawładnie nim bez reszty. Czyżby następca Tristana?

 Partytura tej części Pierścienia, będąca kolejnym krokiem do przodu w osiąganiu jedności słowa, obrazu i muzyki. Uderza nie tylko wyszukaną ilustracyjnością i symfonicznym rozmachem, ale również inną – bardziej subtelną – kolorystyką i przejrzystością brzmienia.  W tym miejscu należy jednak przyznać – w części –  rację tezie, że baśniowość wątków akcji Zygfryda stanowiła dla Wagnera źródło inspiracji muzycznej. Nie wolno też zapomnieć, że drugim źródłem muzycznej inspiracji całej tetralogii,trzeciej części szczególnie,była natura. Wszystkie te czynniki razem wzięte stanowią o płynności dramaturgicznej każdej ze scen. Nie bez znaczenia jest fakt, że w przerwie, jaką zrobił Wagner podczas komponowania trzeciej części tetralogii,powstały Tristan i Izolda oraz Śpiewacy norymberscy, będące jego szczytowymi osiągnięciami. To dlatego muzyka Zygfryda odbierana jest dzisiaj jako apogeum symfonicznej wyobraźni Wagnera. Przed nim jeszcze tylko proces tworzenia muzyki do Zmierzchu bogów i Parsifala, ostatniego dziełabędącego  ukoronowaniem jego całej artystycznej drogi i najpełniejszym spełnieniem jego muzycznych idei.

 Wyrazistą sugestywność muzyki tej części Pierścienia poznajemy już w orkiestrowym wstępie do pierwszego aktu. Na tle nisko strojonego kotła przykro brzmiące tercje fagotu malują bezsilność Mimego, usiłującego wykuć miecz ze strzaskanego Notunga. Zaraz po tym pojawia się znany ze Złota Renu rytm kowalskich młotów, wreszcie jasna melodia rogu Zygfryda kończy wstęp. Szybko rozpoznajemy, że niemal każde poruszenie osób znajdujących się na scenie ilustrował Wagner niezwykle plastyczną muzyką: niezgrabny chód Mimego, potężne ociężałe kroki Fafnera, radość życia i wdzięk poruszania się Zygfryda. Pełen przykrych zgrzytliwych dźwięków jest dialog Alberyka i Wotana w II akcie. Z równym mistrzostwem i subtelnością obrazował tutaj kompozytor wszelkie zjawiska natury. Moment kucia miecza przez Zygfryda (finał I aktu) jest zarazem mistrzowskim obrazem zjawisk towarzyszących pracy kowala; buchają płomienie, odgłos uderzania młotem przerywają lecące w świat snopy iskier i syk zanurzanego w wodę rozgrzanego metalu. Zachwyt młodego bohatera nad pięknem natury barwnie maluje słynny „szmer lasu”, zwany „melodią natury” (druga scena II aktu), przepojony jest on delikatnym śpiewem ptaków, łagodnym szumem i świeżością leśnych powiewów; „las mówi głosem Ptaszka”. Pojawienie się smoka Fafnera burzy ten sielski obrazek. Ile dramatyzmu zawarł Wagner w pięknej muzycznie scenie przebudzenia przez Wotana bogini Erdy, której motyw znany ze Złota Renu wzbogacony zostaje motywem jej wyroczni. Wyłaniającej się z podziemnych otchłani Erdzie towarzyszy statyczne i dostojne brzmienie grającego w niskim rejestrze kwintetu smyczkowego, „blachy” i „drzewa.” Wreszcie cudowna „Idylla Zygfryda”, jeden z najbardziej znanych fragmentów całej tetralogii. Ta delikatna, kołysząca muzyka miłosna, wskazująca zarówno na: – boską istotę Brunhildy, jak i głębokie korzenie miłości Zygfryda, była  dla Wagnera czymś bardzo osobistym, powstała prawdopodobnie z okazji narodzin jego syna, który również otrzymał imię Zygfryda. Pierwszy raz wykonano ją 4 grudnia 1870 roku, w wersji kameralnej, specjalnie dla Cosimy 

scena przebudzenia Brunhildy, Irene-Theorin Brunhilda, Lance-Ryan Zygfryd, Staatsoper w Berlinie 2012, mat. prasowe teatru

 Nadal, jak w poprzednich częściach Pierścienia, podstawowym budulcem stanowiącym muzyczną osnowę są motywy przewodnie. Obok tych wcześniej znanych (Mimego, Alberyka, Brunhildy) pojawiają się nowe. Zygfrydowi towarzyszy nie tylko dźwięk rogu, charakteryzuje go również pełen życia i siły motyw dziecka natury i pieśń jego miecza, wszystko to oplata jasno brzmiący motyw radości życia. W motywie Wotana, który tym razem ułożony jest za pomocą progresji z akordów odrębnych tonacji, słychać powolne kroczenie głęboko zamyślonego pielgrzyma. Jak pięknie splatają się w tym motywie grające w niskim rejestrze waltornie, wiolonczele, kontrabasy i fagoty. Wyraziście brzmi, wlekący się ciężko i leniwie w niskich rejestrach orkiestry, motyw smoka Fafnera, splata się on z motywem czarodziejskiego pierścienia i złota. W ostatniej scenie trzeciego aktu, kiedy Zygfryd przekracza płomienny krąg, muzyka w fantastyczny sposób stapia się z panującym w tym miejscu nastrojem. Najpierw pojawia się motyw Brunhildy, jej snu i przebudzenia, po chwili, jaka potrzebna jest Zygfrydowi na rozcięcie zbroi i zdjęcie hełmu z jej głowy, rozlega się motyw pozdrowienia świata, które śle obudzona walkiria. I już wybucha pełną siłą wielka miłość Brunhildy i Zygfryda, tutaj splatają się i nawzajem przenikają pełne tkliwości i namiętności motywy zawiązywania się miłości, miłosnego zamieszania, ukojenia, zachwytu i oddania. W tym fragmencie najpełniej widać doświadczenia Wagnera wyniesione z pracy nad Tristanem. Brunhilda usiłuje się jeszcze bronić przed ogarniającą ją miłością. W końcu jednak i w niej rozpalają się zmysły, w miłosnej ekstazie śpiewa: – Śmiejąc się chcę cię kochać, ze śmiechem trwam w zachwycie. Szczęśliwa Brunhilda, mając w tle muzykę wywiedzioną z  motywów miłosnego połączenia się z Zygfrydem, w imię miłości wyrzeka się związków w bogami i Walhallą. To już zapowiedź Zmierzchu bogów.

Przed nami ostatni wieczór. Nic nie jest już w stanie odwrócić biegu tragicznych wydarzeń.       

Adam Czopek