Na 17 kwietnia, stołeczny Teatr Wielki – Opera Narodowa, zapowiada premierę nowej inscenizacji Falstaffa, ostatniej opery Giuseppe Verdiego. Będzie to druga w historii tej sceny premiera tego dzieła. Poprzednia odbyła się w 1975 roku i była dziełem Reginy Resnik. Najnowszą premierę przygotuje zespół pod wodzą cenionego reżysera Marka Weissa, który zaprosił do współpracy: Wiesława Olko – scenografia, Paprocki Brzozowski – projekty kostiumów, Izadora Weiss – choreografia i współpraca reżyserska, Katarzyna Łuszczyk – reżyseria świateł, Bartek Macias – projekcje video. Pod względem muzycznym premierę przygotuje i poprowadzi Patrick Fourniller. Partię tytułowego bohatera zaśpiewa Sergio Vitale.
Ta opera, będąca pełną ciepłego humoru i dowcipu opowieścią o rycerzu Sir Johnie Falstaffie (baryton), miłośniku dobrego jedzenia i wybornych trunków, spragnionym miłosnych podbojów i pieniędzy. Falstaff, przekonany o swoim nieprzemijającym wdzięku i magicznej władzy jaką ma nad kobietami, pisze jednakowo brzmiący list miłosny adresowany do dwóch dam: pani Ford (sopran) i pani Page (mezzosopran), którym proponuje miłosne schadzki. Panie szybko dochodzą do porozumienia i, z humorem, wspólnie czytają swoje jednakowo brzmiące listy. Z zemsty postanawiają zakpić sobie z obiboka i żarłoka, któremu zachciało się amorów. Pani Ford, za pośrednictwem wszędobylskiej Quickly (pani Żwawińska – mezzosopran), zaprasza go do swojego domu na schadzkę, która – zgodnie z planem – zostaje zakłócona najpierw przyjściem pani Page, potem niespodziewanie przez męża pani Ford (baryton) i jego przyjaciół, którzy również biorą, bez wiedzy pań, udział w spisku. I tak rendez – vous Falstaffa kończy się w koszu z bielizną gdzie nasz bohater zostaje ukryty przez sprytne niewiasty. Zawartość kosza razem z ukrytym zalotnikiem ląduje w strumieniu; przymusowa kąpiel! Nieświadomy intrygi Falstaff jeszcze raz daje się zaprosić na schadzkę do parku pod wiekowy dąb. Tutaj, pod osłoną nocy, mieszkańcy Windsoru przebrani za psotne duszki i elfy urządzają o północy polowanie na niego by mu dać nauczkę za niewczesne amory. Przy okazji tej maskarady, dzięki podstępowi, Nanetcie (sopran), córce państwa Ford udaje się uzyskać błogosławieństwo ojca dla jej małżeństwa z Fentonem (tenor). I tak przyrzeczony jej przez ojca doktor Kajus (tenor) został wystrychnięty na dudka. Ale przecież wszystkiemu co dzieje się na scenie przyświeca maksyma: tutto nel mondo è burla – cały świat jest żartem.

Jeszcze dobrze nie przebrzmiały echa sensacyjnej premiery Otella, który z marszu rozpoczął zdobywanie światowych scen, a już Boito rozpoczął drążenie tematu kolejnej opery. Tym razem miał o tyle ułatwione zadanie, że Otello okazał się wielkim sukcesem, a przedstawiony przez niego temat libretta opery komicznej opartej na Wesołych kumoszkach z Windsoru i fragmentach Henryka II Szekspira idealnie trafiał w pragnienie Verdiego, który całe życie marzył o skomponowaniu dobrej opery komicznej. Pierwszą próbę podjął już na początku swojej drogi twórczej. Niestety, napisana w 1840 roku i wystawiona w mediolańskiej La Scali, opera buffo Un giorno di regno okazała się jedną z jego największych klęsk. Teraz miał otrzymać do ręki libretto, którego głównym bohaterem będzie Falstaff biedny jak kościelna mysz, ale wesoły obibok; wielbiciel dobrego wina, rozkoszy stołu i pięknych kobiet, uwikłany przez nie w sieć zabawnych intryg. Cóż za temat, ile pięknych możliwości dla błyśnięcia muzycznym humorem, i to w najlepszym gatunku. Verdi przez całe życie pisał opery tragiczne, uśmiercając kolejnych bohaterów, teraz pojawiła się okazja stworzenia dzieła, w którym królować będzie pogoda ducha, dobry humor i dobroć serca. Co prawda 7 lipca 1889 roku pisze do Boito: Czy robiąc szkic Falstaffa pomyślał pan o moim wieku? Wiem, co pan odpowie, przesadnie wychwalając stan mojego zdrowia – jako dobry, wyśmienity, krzepki. Przypuśćmy, że tak jest. Nie zważając na to zgodzi się pan z tym, że można by czynić mi wymówki za zbytnią zuchwałość, gdybym przyjął to zobowiązanie. A jeżeli nie wytrzymam tak wytężonej pracy? A jeżeli nie mógłbym dokończyć muzyki? Wtedy okaże się, że czas i pana wysiłek poszedł na marne. Za wszystkie złoto świata nie dopuściłbym do tego! Jeżeli jednak znajdzie pan coś bezspornego, by przeciwstawić moim słowom niezbity argument, a ja znajdę sposób na zrzucenie z pleców choćby dziesięciu lat wtedy pomyślimy o tym.” Tym niezbitym argumentem okazało się znakomite libretto Boito, którego tekst oddaje każdą sytuację w sposób niezwykle oryginalny i wyrazisty zachowując sens, format i atmosferę Szekspirowskiego oryginału. Podobnie wyrazistą charakterystykę otrzymał każdy z bohaterów dzieła. Trudno się więc dziwić, że już 10 lipca do Boito płynie list :Drogi Boito, amen! Niech się więc stanie! Robimy „Falstaffa”. Nie myślmy w tej chwili o takich przeszkodach jak starość czy choroba. Kilka miesięcy późniejmarkiz Gino Molandi otrzymał od Verdiego list w którym pisze: Mogę panu powiedzieć? Od czterdziestu lat pragnę napisać operę komiczną. Od pięćdziesięciu znam „Wesołe kumoszki z Windsoru: jednak, zwyczajne, ale, które pojawia się wszędzie przeszkadza zrealizować moje pragnienie. Teraz Boito usunął wszystkie ale i zrobił mi komedię liryczną, która nie jest podobna do żadnej innej. Bawię się pisząc do niej muzykę. Nie mam jednak żadnych określonych projektów i nie wiem nawet, czy ją ukończę. Ukończył, aopera okazała się arcydziełem swojego gatunku i najjaśniejszą perłą w koronie jego twórczości. Dwadzieścia lat po prapremierze Toscanini, który grał podczas prapremiery na wiolonczeli, odnalazł w partyturze tej opery skreślone ręką maestro zdanie: Tutto è finito. Va, va, vecchio John. Cammina per la tua via fin che tu puoi. Divertente tipo di briccone eternamente vero sotto maschera diversa in ogni tempo, in ogni luogo. Va, va cammina, addio – Wszystko skończone. Idź stary Johnie. Idź swoją drogą, jak długo będziesz mógł. Śmieszny typie, na zawsze prawdziwy pod maskami jakie wdziewasz w różnych miejscach i czasach. Ruszaj, ruszaj, idź, idź, bądź zdrów.
Praca nad Falstaffem, często przez Verdiego określanego mianem„Pancione” (brzuchacz) trwała trzy lata, co zważywszy na sędziwy wiek maestra, który w momencie rozpoczęcia pracy miał 77 lat, wydaje się okresem niezmiernie krótkim. Z tych trzech lat, aż rok zajęła instrumentacja, czemu się trudno dziwić bo właśnie koloryt orkiestry odgrywa tutaj zasadniczą rolę w budowaniu formy. Wreszcie 18 września 1892 roku Verdi pisze do Ricordiego list, w który go informuje, że gotów jest wystawić swoje najnowsze dzieło w sezonie karnawałowym 1892/93 w La Scali, po warunkiem skompletowania wskazanego przez niego zespołu. Drugim warunkiem maestro było oddanie mu od 4 stycznia, do wyłącznej dyspozycji, La Scali na próby. Mimo sędziwego wieku Verdi pracuje każdego dnia po 6 do 8 godzin prowadząc próby. Każde jego życzenie jest nieomal w lot, z całą skrupulatnością realizowane przez zespoły i artystów, wszyscy mieli świadomość doniosłości sytuacji. Ich wspólna praca pozwoliła by dokładnie w zapowiedzianym terminie 9 lutego 1893 roku odbyła się, owacyjnie przyjęta prapremiera, oczekiwana w gorączkowym napięciu przez cały muzyczny świat. Ten dzień stał się jednym z najważniejszych w historii opery określono go jako: pojawienie się nowego rodzaju, a raczej nowa data w sztuce, muzyce i poezji.
Adam Czopek




