Niecodzienny Nabucco
103 Festiwal Operowy Arena di Verona ma w swoim repertuarze przedstawienia operowe: Aidy, Nabucco i Traviaty Verdiego, Cyganerii i Turandot Pucciniego, Z tym, że Aida jest prezentowana w wersji tradycyjnej Franco Zeffirellego i nowoczesnej Stefano Poda. Z tej oferty obejrzałem dwa: Nabucco w inscenizacji z 2025 roku nowoczesnym ujęciu Stefano Podo i dość tradycyjną Cyganerię z 2024 roku w reżyserii Alfonso Signorini.

Relację rozpocznę od Nabucco, który okazał się zrealizowaną z rozmachem inscenizacją niezmiernie widowiskową, rozgrywaną w świecie kosmicznych gier komputerowych. Wielkie sceny zbiorowe, konflikt dwóch kultur, walka o władzę, odrzucona miłość i zemsta, splatają się w tej operze w wyjątkowo dramatyczny sposób, to właśnie stało się punktem wyjścia dla reżysera tej inscenizacji. Tyle tyko, że sposób ich pokazania nie zawsze okazywał się w pełni trafiony. Scenografia ograniczona jest do dwóch metalowo-świetlnych konstrukcji, co chwila zmieniających swoje położenie i kształt oraz potężnych schodów. Resztę załatwia światło o zmiennym natężeniu nadające poszczególnym scenom właściwy klimat. Ruch sceniczny wywiedziony z dwóch podstawowych ruchów walczących na macie szermierzy, był podstawową, często wykorzystywaną formą ruchu. Kosmiczne kostiumy Asyryjczyków i odzianych w łachmany Izraelitów (również autorstwa Stefano Podo), nadają całemu przedstawieniu niecodzienny obraz zderzenia dwóch zupełnie różnych światów. Wszystko to było piękne, tylko, gdzie w tym ujęciu był Verdi i oryginalny kształt jego opery! – Zupełnie nie mam pojęcia!

Niestety, w tym rozmachu realizowanym przez kilkuset osobowy zespół: chórów, tancerzy i statystów zginęły bezpowrotnie sceny kameralne, a tych w Nabucco nie brakuje, i to one warunkują klimat wielu epizodów. Trudno było w tych warunkach zauważyć między innymi tercet: Abigaile, Ismaela i Feneny: Prode guerrier – lo t’amava z pierwszego aktu, czy scenę S’apppressam gl’instanti. Za to wyjątkowo efektownie zrealizowaną (błysk, dym i huk) sceną okazał się „grom z jasnego nieba” odbierający Nabuchodonozorowi siłę i rozum, w chwili kiedy ten ogłosił się bogiem. W tym całym tumulcie zginęły też postaci: Anny, Feneny i Ismaela, postać proroka Zachariasza też nie otrzymała wielkiego pola do popisu. Oczywiście – jak zawsze – wielkie wrażenie pozostawił chór zniewolonych Hebrajczyków Va pensiero śpiewany przez kilkuset osobowy chór, – bisu nie było, ale głośna owacja owszem! W tle były już odgłosy nadchodzącej burzy. Zresztą sceny chóralne okazały się mocną stroną całego przedstawienia. Niestety wzmagająca się burza i deszcz zmusiły muzyków w kanale i śpiewaków na scenie do przerwania przedstawienia przed drugą sceną IV aktu. A szkoda, bo nie mogliśmy podziwiać kilku wyjątkowej urody scen i finału. Natura wygrała!

Akcja rozpoczyna się już w trakcie uwertury, kiedy leżącą na scenie rakietę odnajdują dziwnie ubrane stwory. Reszta akcji właśnie temu została podporządkowana, Stąd te kosmiczne odniesienia w akcji kostiumach! Jednocześnie należy przyznać, że reżyser sprawnie operował w scenach zbiorowych chórem, statystami i tancerzami, co w tej operze jest podstawą sukcesu.
W obsadzie słowa uznania należą się: panu Youngjun Park za kreację partii tytułowego Nabuchodonozora, Marii Jose Siri w partii Abigaille oraz Alexandrowi Vinogradov, który dzielnie walczył z partią proroka Zaccarii. Niestety, często ich głosy nie docierały do wysoko usadowionej publiczności. Chyba jednak organizatorzy powinni pomyśleć o dyskretnym nagłośnieniu głosów. O pozostałych nie będę pisał bo ich głosy często nie przebijały się przez brzmienie chórów i orkiestry prowadzonej batutą Michele Spotti, który prowadząc zwiększony skład orkiestry często zmuszał solistów do forsowania głosu. Przyjęte przez dyrygenta tempa też nie do końca mi odpowiadały, Generalnie muzyce Verdiego pod jego batutą zabrakło dynamiki i młodzieńczej energii, która zawsze i wszędzie staje się czynnikiem ugruntowującym powodzenie całego przedstawienia.

Nasz uznany i ceniony krytyk operowy Henryk Swolkień w jednej ze swoich recenzji omawiających bardzo nowoczesne przedstawienie Teatru Wielkiego w Warszawie zadał pytanie: „Czy nowoczesny teatr operowy wiąże się z gromadzeniem nonsensów.” – myślę że, coś w tym jest nadal aktualne!
Adam Czopek




