Zwięzła konstrukcja dramaturgiczna libretta napisanego przez Luigi Illicę i Giuseppe Giacosę, znakomita charakterystyka głównych bohaterów dramatu, partie dające solistom wdzięczne pole do popisu wokalnego, oraz wspaniała, świetnie zinstrumentowana muzyka Pucciniego, w pełni podporządkowana dziejącej się na scenie akcji, są największymi wartościami Tosci. To one zapewniają jej od stu lat (prapremiera odbyła się 14 stycznia 1900 roku w Teatro Constanzi w Rzymie) nieprzemijającą popularność, również na naszych scenach. Polska prapremiera, z Janiną Korolewicz – Waydową w partii tytułowej, miała miejsce w Operze Lwowskiej w marcu 1903 roku. Kilka miesięcy później, 7 listopada, wystawiono Toscę w Operze Warszawskiej z Gemmą Bellincioni. Po niej partię Tosci śpiewały na warszawskiej scenie m. in. Helena Zboińska – Ruszkowska, Margot Kaftal, Wanda Wermińska, Matylda Polińska, Vera Schwarz.

W Operze Krakowskiej Tosca pojawia się od 80 lat i ma wyjątkowo bogatą historię, Pierwsza premiera miała miejsce, 3 sierpnia 1946 roku. Dyrygował legendarny Walerian Bierdiajew, pierwszą krakowską Toscą była Alina Lewandowska, Cavaradossim Janusz Zipser, a Scarpią Antoni Wolak. Drugą premierę odnotowano 27 stycznia 1964 roku. Dyrygował Kazimierz Kord, główne partie śpiewali; Hanna Rumowska – Tosca, Wiesław Ochman – Cavaradossi, Adam Szybowski – Scarpia. W lipcu 1984 roku, miała miejsca kolejna premiera, dyrygowała Ewa Michnik, śpiewali: Maria Łukasik, Stanisław Kowalski, Wincenty Godek. Ostatnią premierę (przed omawianą) odnotowano w 2001 roku. Dyrygował Andrzej Straszyński, śpiewali: Monika Swarowska, Tomasz Kuk, Andrzej Biegun. Inscenizację wznowiono w 2007 roku, w zmienionej obsadzie, Lada Menshenina, Leszek Świdziński i Przemysław Firek. Ostatnie przedstawienia tej inscenizacji miały miejsce kilkanaście tygodni temu.
Tosca jest jednym z niewielu dzieł, w którym to co dzieje się na scenie ma ściśle określony czas i miejsce. Akcja opery rozgrywa się 17 czerwca 1800 roku w Rzymie i obejmuje 24 godziny. Kolejne akty rozgrywają się w konkretnych miejscach wiecznego miasta. Pierwszy w kościele Sant Andrea della Valle, gdzie malarz Cavaradossi maluje obraz Marii Magdaleny, i gdzie szuka schronienia zbiegły z więzienia Angelotti, były konsul Rzeczypospolitej. Drugi, pałacu Farnese, w apartamencie barona Scaprii, okrutnego prefekta rzymskiej policji. Trzeci, zakończony egzekucją Cavaradossiego i samobójczą śmiercią Tosci, na dziedzińcu zamku św. Anioła.

Fot. materiały pracowe Opery.
Wszystko to w mniejszym czy większym stopniu odnajdujemy w najnowszej inscenizacji wystawionej na scenie Opery Krakowskiej, pod którą podpisali się zgodnie: Julia Pevzner – reżyseria, Alexander Lisiyansky – scenografia, Dorotheée Roqueplo – projekty kostiumów oraz Bogumił Palewicz – reżyseria światła. Pod względem muzycznym premierę przygotował i poprowadził Andriy Yurkevich, zapewniając przedstawieniu solidny poziom muzyczny. Dobrze przygotowana i brzmiąca orkiestra oraz dyrygent dbający o właściwe proporcje brzmienia orkiestry, pozwoliły śpiewakom na swobodne prowadzenie głosu. Przeprowadzony konsekwentnie cały narastający w muzyce dramat, to największe atuty jego interpretacji, pełnej wielkich namiętności i kłębiących się w tej muzyce emocji.
Reżyserka nie siliła się na żadne ekstrawaganckie pomysły, zaufała autorskim didaskaliom i dobrze na tym wyszła. Przedstawienie jest zawarte dramaturgicznie, a poszczególne sceny mają właściwy klimat i wymowę. Wszystko co dzieje się na scenie jest podporządkowane muzyce. Szczególnie pięknie wypadło w tym ujęcie słynne Te Deum – finał I aktu. Jednak za najbardziej udany uważam kipiący emocjami II akt, w którym reżyser świetnie stopniuje narastanie dramatu głównych bohaterów. To w tej scenie dochodzą do głosu targające Scarpią długo tłumione namiętności. Jeżeli dodamy do tego interesującą plastycznie scenografię i kostiumy, to obraz krakowskiej Tosci będzie w miarę pełny. Drobiazgów udam że nie zauważyłem!

Tosca Olgi Busuioc gra pełną paletą emocji, od lirycznej czułości w duetach z Cavaradossim poprzez gwałtowną zazdrość, aż do pasji i nienawiści w scenach ze Scarpią. Jej pewnie prowadzony głos miał duży ładunek dramatyczny, ale nie zabrało w nim lirycznych subtelności. Wielkie brawa za pięknie zaśpiewaną arię Vissi d’ arte, vissi d’ amore. Godnym jej partnerem okazał się Krzysztof Szymański, który stworzył cyniczno-demoniczną postać okrutnego barona Scarpii. Jego głos ma właściwy ciężar gatunkowy co pozwala mu na bezproblemowe pokonanie trudności swojej partii. Na szczególną uwagę zasługuje pięknie zaśpiewany zbrodniczy monolog Tre sbirri una carozza w finale I aktu. Jednak pełnię swoich wokalno-aktorskich możliwości zaprezentował w drugim akcie, gdzie dał prawdziwy popis: pasji, ekspresji i prowadzenia pucciniowskiej frazy.
Trzecim bohaterem premierowej obsady był Dominik Sutowicz dzielnie pokonujący dobrze brzmiącym głosem trudności partii Cavaradossiego, co najpełniej można było podziwiać w ostatnim akcie. Za pięknie zaśpiewaną arię E lucevan le stelle zebrał w pełni zasłużone brawa. Podobnie jest w przypadku Wołodymyra Pańkiw, który głosem i wyrazistym aktorstwem realizował z pełnym powodzeniem partię i rolę Zakrystiana.
Adam Czopek




