Magazyn Operowy Adama Czopka

Opera, operetka, musical, balet

Recenzje teatralne

Maria Stuart, czyli dwa wędrujące światy

Wybrałem się z Albatrosem (dobre biuro podróży) do Wiednia i St. Margarethen by obejrzeć plenerowe przedstawienie Holendra tułacza Wagnera w kamieniołomach. Niestety, ulewny deszcz i burza sprawiły, że przedstawienie odwołano, dodam, że następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Na szczęście w myśl znanego powiedzenia – „Nie ma tego złego, co na dobre nie wyjdzie” tego samego wieczoru trafiłem na bezpośrednią transmisję premierowego przedstawienia Marii Stuart Gaetano Donizettiego z Festiwalu w Salzburgu, która wręcz przykuła mnie do telewizora. Mam wrażenie, że  to z pewnością bardzo udana wizja nowoczesnego teatru operowego.

Kate Lindsey jako Królowa Elżbieta, w czarnej kreacji i Lisette Oropesa w roli Marii Stuart, w jasnej kreacji
fot. Monica Rittershaus

Przedstawienie wyreżyserowane przez Ulricha Rasche, który wywiódł swoją inscenizację z faktu, że blisko ze sobą spokrewnione Królowa Elżbieta i Maria Stuart nigdy nie spotkały się osobiście. Skupiając się na stanach emocjonalnych dwóch rywalek. Zrealizował to przez umieszczenie akcji na dwóch odrębnych, ustawionych pod kątem, podświetlanych platformach,  które się obracając zmieniały położenie względem siebie, nigdy się do siebie zbytnio nie zbliżając. Trzecie koło nad nimi było ich tłem, zarazem ekranem dla projekcji. W ten sposób zyskał dwa odrębne światy. Inscenizacja umieszcza obie bohaterki w świecie  nam współczesnym, każąc w ten sposób pamiętać o realności władzy, która zabija. Jest to zarazem opowieść o dwóch wielkich osobowości, z których jedna ma władzę, druga jest jej pozbawiona. 

Scena w zasadzie pozostaje pusta, pozbawiona jakichkolwiek rekwizytów, nawet chór jest poza nią. W tej sytuacji ważnym czynnikiem kreującym klimat sceny było światło. Pozwoliło to reżyserowi wyeksponować nie tylko samotność obu pań, ale też sposób reakcji na każdą sytuację w jakiej się znalazły. Można powiedzieć, jest to przedstawienie o ludzkich namiętnościach wplecionych w bezwzględną machinę historii i intryg. Głównym bohaterkom towarzyszą jedynie – zachwycający plastyką ruchu – tancerze Salzburskiego Eksperymentalnego Teatru Tańca. Wszyscy umieszczeni na tych platformach przez ich wolny obrót są stale w ruchu. W tej sytuacji bohaterowie akcji muszą skupić uwagę widza na sobie i swoich emocjach, co zresztą wszyscy znakomicie zrealizowali.

Platformy opisane w tekście. Fot. Monica Rittershaus,

Kate Lindsey jako Królowa Elżbieta i Lisette Oropesa w roli Marii Stuart. tworząc wyraziste kreacje aktorskie i wokalne, okazały się godnymi siebie rywalkami. Obie role wymagają bardzo szerokiej skali środków ekspresji, od subtelnego liryzmu po wielką siłę dramatyczną, co znakomicie wykorzystały panie prezentując piękne głosy, znakomicie sprawdzające się w belcantowym stylu, ujmując zarazem wirtuozowską techniką i umiejętnością wyrażania intensywnych emocji. W tej sytuacji pozostali wykonawcy: Bekhzod Davronov – Robert, hrabia Leicester, Aleksiej Kulagin – Giorgio Talbot, Tomasz Lehman – Lord Guglielmo Cecil oraz Nino Gotoshia – Anna Kennedy stanowili wdzięczne tło.

Prowadzący od dyrygenckiego pulpitu przedstawienie Antonello Manacorda zaprezentował całe piękno muzyki Donizettiego, jej belcantową melodyjność połączoną z wielką siłą dramatyczną i emocjonalną. Dbając jednocześnie o to by orkiestra nie stanowiła czynnika zmuszającego śpiewaków do forsownego prowadzenia głosu.

Adam Czopek