Warszawska Opera Kameralna zainaugurowała jubileuszowy 35 Festiwal Mozartowski premierą nowej inscenizacji Cosi fn tutte, co okazało się kolejną próbą pozbawienia dzieł Mozarta przysłowiowej peruki, scenicznego pudru i operowego koturnu. Dzisiejsze interpretacje dzieł Mozarta nie preferują pokazywania jego scenicznych dokonań w otoczce barokowego przepychu scenografii i kostiumu. I tak zamiast pudru i różu mamy perfekcyjny makijaż, barokowe tiurniury, kokardki i falbanki zmieniają się w szykowne kreacje, a ciężkie pudrowane peruki ustąpiły miejsca luźnym fryzurom przydając paniom uroku i wdzięku. Na dodatek realizatorzy dzisiejszych kształtów scenicznych bardziej skupiają się na psychologii jej bohaterów, niż wydumanej zawiłości ich uczuć. Dzisiaj w cenie jest prostota i to pod każdym względem.

Tak też podszedł do Cosi fan tutte Paweł Szkotak, reżyser rezygnujący z pokazania w swojej inscenizacji barokowej przebieranki z erotycznym podtekstem. W jego ujęciu bohaterowie wystawieni na próbę pożądania i zdrady wplątani zostają misterną intrygę, która bezlitośnie obnaża ich uczucia i wrażliwość. Nie brakuje w tym ujęciu przebieranek i niewiarygodnych, pełnych urokliwego humoru, zwrotów akcji. Reżyser od pierwszej chwili „puszcza oko” do widza, wciągając go w wir scenicznej akcji, zaskakując co chwila innym pomysłem, a że robi to z wdziękiem, więc widz bawi się i wzrusza, bo wszystko co dzieje się na scenie wywiedzione jest z ducha i pulsu muzyki. Świetnym pomysłem okazało się wysłanie Ferranda i Guglielmo nie do Albanii lecz na zimną Grenlandię, co przydało całej inscenizacji specyficznego kolorytu, z nartami i białym misiem na czele. I tak zamiast ducha XVIII-wiecznego teatru mozartowskiego, widz otrzymał zupełnie inną, przystającą do wrażliwości dzisiejszych czasów, opowieść o miłości podbarwionej delikatną nutką ironii. Przedstawienie ma żywe tempo, a kolejne sytuacje wynikają z logiki akcji i przyjętej formy. Znakomitych partnerów miał Paweł Szkotak w osobach Mariusza Napierały (scenografia) i Sylwestra Krupińskiego (kostiumy), którzy świetne współtworzą klimat inscenizacji wykorzystującej wartkie tempo i współczesną estetykę. W tej właśnie estetyce sprawdziła się również Iwona Runowska tworząca choreografię i ruch sceniczny, wyraźnie podkreślające tempo i dynamikę wielu scen.

Oczywiście główny wątek – jak kazał Lorenzo da Ponte – koncentruje się na intrydze cynicznego Don Alfonsa i jego młodszych towarzyszy oraz ich próbie sprawdzenia wierności ukochanych. Początkowo panie wydają się nieugięte i pozostają wierne ukochanym, przeżywając emocjonalne z nimi rozstanie. Z czasem jednak kiedy w intrygę włącza się także pokojówka Despina, akcja nabiera rumieńców, a wierność sióstr Dorabelli i Fiordiligi zostaje zachwiana. Czy ta miłość przetrwa próbę? W ten nieco przewrotny sposób pod płaszczykiem błahej komedyjki mamy filozoficzny, gorzki, zastanawiający traktat o miłości, o ludzkich wyborach, o tym, kto z kim i dlaczego.
Spektakl od początku do końca ma żywe tempo, a sytuacje logicznie wynikają same z siebie. Precyzyjnie zróżnicowane zostały postaci bohaterów. Aleksandra Orłowska jest pełną temperamentu Fiordiligi, Katarzyna Szymkowiak jako Dorabella zachwyca pokazywanym dyskretnie seksapilem. Tenor Łukasz Kózka w partii Ferrando ujmuje szlachetnością głosu. Znakomicie prezentuje się dysponujący świetnie brzmiącym barytonem Hubert Zapiór jako Guglielmo. Świetną kreację stworzyła Teresa Marut w roli Despiny, doskonale wpisując się komediowy rytm całego przedstawienia. Równie znakomicie odnalazł się w tej inscenizacji Artur Janda w roli Don Alfonsa, inicjatora wszelkich intryg. Wszyscy razem stworzyli wyraziste, pełnowymiarowe kreacje aktorsko- wokalne, świetnie odnajdując się tak w komediowej konwencji, jak i bardziej refleksyjnych momentach. Spektakl okazał się nie tylko błyskotliwie urokliwą operą buffa, ale również poruszającą opowieścią o współczesnych międzyludzkich relacjach emocjonalnych.

Adam Banaszak prowadzi przedstawienie z pełnym wyczuciem elegancji i lekkości muzyki Mozarta, która w tym jego ujęciu znakomicie współgra z dynamiką i estetyką całej inscenizacji. Wykonanie zachwyca też doskonalą równowagą pomiędzy elementami komediowym a tragiczno-refleksyjnymi. Świetne brzmienie orkiestry wystawia jej niezmiernie wysoką ocenę.
Cale przedstawienie spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem publiczności, która długą i głośną owacją na stojąco dała temu dowód!
Adam Czopek




