Zaliczamy do tego typu scen te z udziałem kilku osób, z których każda zachowuje własny wyraz i tekst oraz własną melodię. towarzyszący im chór ma również swój tekst. Oczywiście temu wszystkiemu towarzyszy orkiestra, która niczym misterne rusztowanie, podtrzymuje całość. W efekcie głosy i orkiestra splatają się precyzyjnie w potężną strukturę dźwiękową, nad którą powinien zapanować dyrygent. Wybrałem dla Państwa te, o których warto pamiętać.
Jedną z pierwszych tego typu scen zawdzięczamy Wolfgangowi Amadeuszowi Mozartowi, który w operze Idomeneo, re di Creta z 1781 roku skomponował kwartet Andrò, ramingo e solo (Ujdę jak tułacz samotny) śpiewają go w III akcie tytułowy bohater, Ilia, Idamante i Elektra.

Bodaj najsłynniejszą tego typu sceną jest finał II aktu Aidy Verdiego, mistrza w kreowaniu takich polifonicznych struktur. W tym sekstecie splatają się wszystkie konflikty i namiętności bohaterów. Aida opłakuje utratę Radamesa, który z woli faraona ma poślubić Amneris. Radames jest oszołomiony przepychem powitania, zaszczytem jakim jest fakt oddania mu ręki córki faraona i jednocześnie przerażony perspektywą utraty Aidy. W śpiewie Amneris wyraźnie słuchać nuty wielkiego triumfu – rywalka została pokonana! Ramfis sławi Izydę, faraon potęgę Egiptu. Amonastro marzy o odzyskaniu wolności i zemście. Każdy z tych głosów prowadzony jest oddzielną i wyrazistą linią. W tle słychać trzy chóry, etiopscy wojownicy dziękują faraonowi i Radamesowi za wolność, kapłani śpiewają hymn ku czci Izydy, a Egipcjanie dziękują bogini za opiekę nad ich ojczyzną. Wszystko to splata się w scenę pełną patosu i dramatycznego napięcia o niezwykłej piękności brzmienia i kunsztownej harmonii.
Mistrzostwa w komponowaniu takich scen dowiódł Verdi najpierw w trzecim akcie Rigoletta, kwartet Bella figlia del amore, śpiewają go dwie pary; Rigoletto (zemsta) Gilga (miłość) oraz Sparafucile (morderstwo) i Magdalena (piękny nieznajomy). Wiele lat później dowodził swojej klasy w Falstaffie, uznanym za najdoskonalszą jego operę. Jest ona prawdziwym arcydziełem muzycznego humoru. Opera ma opinię wyjątkowo trudnej dla dyrygenta, który musi z jubilerską precyzją panować nad licznymi ansamblami składającymi się nieraz z dziewięciu solistów, a na zakończenie poprowadzić – równie precyzyjnie – subtelną fugę komiczną Ahimè tu puzzi come una puzzola na orkiestrę, chór i zespół solistów.

Gaetano Donizetti w II akcie Łucji z Lammermoor skonstruował słynny sekstet Chi mi frenna n tal momento (Kto mnie wstrzymuje w takiej chwili). Edgar ujrzawszy kontrakt ślubny podpisany przez Łucję, rzuca jej pod nogi zaręczynowy pierścionek. W efekcie Łucja pod wpływem tej sytuacji popada w obłęd, zabija w noc poślubną nie kochanego męża. To kluczowa dramaturgicznie scena tej opery, występują w niej: Edgar, Ashton, Łucja, Alicja, Artur i Rajmund. Ten sekstet jest poniekąd wstępem do słynnej arii obłąkanej Łucji Il dolce suono mi colpi di sua voce (Poraził mnie słodki dźwięk jego głosu).
Wspomnianemu sekstetowi Łucji z Lammermoor dorównuje kwintet z II aktu Carmen Georgsa Bizeta – Nous avons en tête une affaire śpiewany przez: Carmen, Frasquitę, Mercedes, Dancario i Romenadado. Wymaga on wręcz zegarmistrzowskiej precyzji od solistów i dyrygenta.

Jedną z ciekawszych scen tego typu jest finał pierwszego aktu Tosci Pucciniego (1900), w którym na tle uroczystego Te Deum śpiewanego przez chóry, baron Scarpia wiedzie swój morderczy monolog Tre sbirri, una carozza, Równie znanym fragmentem jest wspaniały kwartet w finale III aktu Cyganerii śpiewają dwie pary: Mimi i Rudolf oraz Musetta i Marcello, pierwsza para śpiewa długie liryczne frazy o rozstaniu, druga czyni sobie w tym czasie wyrzuty o niestałość uczuć.

Jednak wszystkie (poza Aidą) te sceny opisane w teksie bledną przy wielkim finale I aktu Cyrulika sewilskiego Rossiniego. Ta scena pod względem konstrukcyjnym nie ma sobie równych. Pojawiają się w nim wszyscy bohaterowie akcji, rozpoczyna się niewinnie duetem Rozyny i Bartolo, po chwili już mamy duecik Rozyny z Hrabią Almawiwa przebranym za żołnierza mający nakaz zakwaterowania w domu Bartola, do którego dołącza Figaro, po chwili pojawiają się koleni uczestnicy, Berta, Bazylio, między nimi kręci się Fiorello. Dopełnieniem sceny jest wmarsz plutonu żołnierzy pod wodzą oficera. Narasta tempo i dynamika, a głosy splatają się misterną konstrukcję, nad którą unosi się duch humoru i dobrej zabawy oraz dyrygent, który z zegarmistrzowską precyzją musi panować nad tym wielkim wielogłosowym ansamblem.
Adam Czopek




