Krakowska Zemsta nietoperza w oszczędnej wersji
Na finał buskiego festiwalu Opera Krakowska zaprezentowała Zemstę nietoperza Johanna Straussa – syna, z 2009 roku. Była to wersja wyjazdowa dość mocno zubożona w porównaniu z tą, którą oglądałem w 2009 roku w Operze Krakowskiej. Trzy pary taneczne usiłowały „robić” atmosferę wielkiego balu u księcia Orłowskiego, chór – oktet łódzkich chórzystów, zredukowany 8 osób, też nie porywał wyrównanym brzmieniem. W sumie bal wypadł nie dość, że blado to również wyjątkowo skromnie. Wielka szkoda, że wykreślono urokliwy fragment sceny finałowej, „Bruderlain und Schwetrenald” drugiego aktu. Janusz Józefowicz, twórca oryginalnej wersji tej inscenizacji, też pewnie nie byłby zadowolony z tego pokazu.

Wybierając się na tą urokliwą operetkę należy pamiętać, że to rzecz o nieszkodliwych intrygach pokojówki udającej damę. Fikcyjnych węgierskich hrabinach, nieprawdziwych francuskich markizach i dyrektorze wiedeńskiego więzienia, który incognito pojawia się na balu znudzonego ekscentryka księcia Orłowskiego, gdzie szaleje Gabriel Eisenstein, skazany wyrokiem sądu na 8 dni więzienia, przedstawiony towarzystwu jako markiz Renard, francuski hodowca. Motorem napędowym jest mściwy dr Falke, sprawca całej zabawnej intrygi, którego w poprzednim karnawale Eisenstein zmusił do powrotu z balu w kostiumie nietoperza co wywołało sensację na wiedeńskich ulicach. Wszystko to staje się pretekstem do efektownych arii, pięknej muzyki ujmującej lekkością i śpiewnością kantyleny oraz muzycznym humorem, który perli się niczym najprzedniejszy francuski szampan.

Zemsta to przede wszystkim galeria barwnych i zabawnych typów wiedeńskiej arystokracji realizowanych z pełnym powodzeniem i lekkim dystansem przez odtwórców głównych ról. W ich zachowaniach widać współczesne odniesienia. Bohaterką wieczoru była bez wątpienia Rozalinda w wykonaniu Iwony Sochy, która nie tylko dobrze śpiewała, ale również zaprezentowała się jako obdarzona wdziękiem i niemałym vis comica aktorka. Dzielnie jej dotrzymywała kroku, dysponująca srebrzyście brzmiącym sopranem Zuzanna Caban, która była urokliwą, pełną wdzięku i temperamentu pokojówką Adelą. Krzysztof Kozarek ujmował jako uwodzicielski Gabriel Eisenstein. Adam Zdunikowski wykreował postać Alfreda któremu w głowie tylko amory i śpiew. Interesujące kreacje stworzyli: Michał Kutnik jako Falk, animator całej intrygi, Robert Ulatowski w roli dyrektora więzienia oraz Janusz Dębowski jako jąkający się dr Blind. Trzeci akt to przede wszystkim popis aktorstwa Rafała Pawłowskiego który w roli Froscha, zapijaczonego więziennego dozorcy, wywoływał salwy śmiechu.

Przedstawieniem dyrygował Marcin Nałęcz Niesiołowski, gdyby jeszcze zechciał nadać pięknej muzyce Straussa (szczególnie w uwerturze) nieco więcej lekkości, tanecznej finezji oraz bardziej wyrazistego rubata i straussowskich smaczków, a orkiestrze rzadziej zdarzały się potknięcia, to można by mówić o pełni szczęścia.
Adam Czopek




