W sobotę, 10 stycznia 2026 roku, w Basenie Artystycznym Warszawskiej Opery Kameralnej odbyła się uroczysta prapremiera rodzinnego musicalu Zaginione kolędy — spektaklu Jerzego Wołosiuka, który w niezwykły sposób łączy teatralną magię z muzyką, opowiadając o odwadze, bliskości i sile wspólnego działania.
Spektakl jest dziełem Karola Drozda, (reżyseria i choreografia), który zaprosił do współpracy: Katarzynę Gabrat-Szymańską (scenografia), Zuzannę Grzegorzewską (kostiumy), Dawida Karolaka (światła). Dla pełnego obrazu należy wspomnieć o Jakubie Skowrońskim (realizacja dźwięku).W sumie inscenizacja, w której wszystkie składowe idealnie do siebie pasują. Od strony czasu spektakl jest idealnie skrojony na młodych widzów. A to niezwykle ważny element układanki, w której dominuje strona muzyczno-wokalna.
„Gdzie słyszysz śpiew, tam wchodź, tam dobre serca mają. Źli ludzie – wierzaj mi, ci nigdy nie śpiewają”. Słowa Johanna Wolfganga Goethe’go (a przynajmniej jemu przypisywane) idealnie streszczają to co Jerzy Wołosiuk dał nam w niespełna godzinnym musicalu. Spektaklu co prawda anonsowanym jako musical dla dzieci, jednak prowadzonym dwuwarstwowo w taki sposób, że zarówno maluchy jak i ich rodzice, bądź dziadkowie, świetnie się bawią.

Jak powiedział Pitagoras: Muzyka budzi w sercu pragnienie dobrych czynów. I co zrobić, kiedy nagle znikają wszystkie kolędy a za oknem balet śnieżnych płatków, choinka skrzy się lampkami i bombkami, a wszyscy tyle samo łagodni co podekscytowani czekają na tę najważniejszą gwiazdkę w roku? Tę pierwszą, najbardziej wyczekiwaną. Wołosiuk daje nam na to odpowiedź w Basenie Artystycznym Warszawskiej Opery Kameralnej. Wszystko w roztańczonej i rozśpiewanej opowieści, która tyle samo wpisuje się w świątecznego ducha ile stroni od kiczowatych cliché tak typowych dla bożonarodzeniowej sztampy.
Zaginione kolędy to również pochód postaw, wyśpiewanych w pięknych piosenkach jak i kupletach, to również opis, jak różnie obchodzimy czas Bożego Narodzenia. Ale zawsze jest jeden wspólny mianownik – wspólnota. Czy to w zabawie na placu w hiszpańskim miasteczku, czy w przy wigilijnym stole, zawsze wszystkich łączy ten jeden jedynych duch wzajemnego obcowania. Zaginione Kolędy to pełna barw, muzyki i teatralnej magii, opowieść familijna, w której sen miesza się z rzeczywistością, a świąteczne światło próbuje przebić się przez mroźne milczenie tajemniczej Krainy Ciszy,” Zaginione kolędy to z jednej strony wartka akcja, z drugiej to co w teatrze (rozśpiewanym też) najważniejsze: magia miejsca i chwili. I tak jest, z pierwszym dźwiękiem widzowie zostają uprowadzeni do bajkowej krainy aby być świadkami tego, jak ważne jest bycie razem, zwłaszcza w tak szczególny czas.

Bezsprzecznie duża w tym zasługa znakomicie dobranej obsady. Wszyscy soliści: Lala – Zuzanna Łukawska; Nina – Kinga Gurgul; Paco – Stefan Andruszko oraz Władczyni czyli Natalia Jankiewicz, mają w sobie tę tak niezbędną do zaintrygowania najmłodszej części publiczności, magię. Nie inaczej sprawa ma się z Milczącymi Strażnikami (Michał Góral, Jakub Piotrowicz, Sebastian Piotrowicz) gdy trzeba groźni, kiedy indziej radośnie roztańczeni.
Jerzy Wołosiuk, szef muzyczny spektaklu nie dość, że znakomicie zaaranżował całość co sprawia, że kameralny skład orkiestry brzmi w sposób pełny i soczysty, to również znalazł świetnych instrumentalistów i instrumentalistki, którzy wykonali tę muzykę perfekcyjnie.
Warszawska Opera Kameralna rozpoczyna rok 2026 z przysłowiowym przytupem. A może spełnia się tu scenariusz jak w filmach Hitchcocka: na początku trzęsienie ziemi a potem napięcie rośnie? Tak z pewnością będzie wyglądał cały rok 2026, rok jubileuszu 65-lecia teatru. Mając na uwadze fakt, że instytucja prowadzi swoją aktywność wielotorowo, mając do dyspozycji dwie sceny i rozliczne wydarzenia w całej Warszawie, rok jubileuszu zapewne będzie tak samo wielobarwny, jak najnowszy musical.
Adam Czopek




