Magazyn Operowy Adama Czopka

Opera, operetka, musical, balet

Cykl Legendy Polskiej Wokalistyki

Wojciechowska Zofia, wierna jednej scenie

Artystka przez całą swoją karierę, czyli przez 27 lat,  była wierna Operze Śląskiej w Bytomiu, na scenie której zaśpiewała trzydzieści osiem partii. Obdarzona dużym głosem o wyrównanym w każdym rejestrze brzmieniu, świetną aparycją i aktorskim temperamentem podejmowała wyzwania wykonywania wielu partii, i czyniła to znakomicie co podkreślało wielu recenzentów, i co doceniała publiczność. Debiutowała 16 listopada 1952 roku, jako Suzuki w Madama Butterfly Giacomo Pucciniego pod dyrekcją Bolesława Lewandowskiego. Ostatnią premierą Zofii Wojciechowskiej była Dama pikowa Piotra Czajkowskiego, w której 5 marca 1977 roku, zaśpiewała wówczas partię Starej Hrabiny. Pisano po tej premierze, że to najwybitniejsza kreacja w artystycznym dorobku tej znakomitej śpiewaczki, która dwa lata później zakończyła swoją karierę. Między te dwie daty należy włożyć całą aktywność artystyczną tej znakomitej śpiewaczki, która przeszła do historii Opery Śląskiej jako znakomita wykonawczyń partii mezzosopranowych w operach Giuseppe Verdiego: Eboli w Don Carlosie, Magdaleny w Rigoletcie, Pani Quickly w Falstaffie, Azuceny w Trubadurze, Ulryki w Balu maskowym, Emilii w Otellu, Preziosilli w Mocy przeznaczenia.

Zofia Wojciechowska i Czesław Kozak w Falstaffie, Opera Śląska w Bytomiu 1968. Fot. Jan Hanusik

Przypomnę tylko, że w tym okresie Opera Śląska miała na etacie dwa inne znakomite mezzosoprany – Krystynę Szczepańską i Krystynę Szostek – Radkową, więc konkurencja była niemała, trudna do pokonania, ale też motywująca dla całej trójki. A jednak każda z tych trzech pań miała swoje „pięć minut”, które w pełni wykorzystywały w budowaniu własnej pozycji artystycznej. Obie wspomniane panie odeszły z Opery Śląskiej przyjmując propozycje Opery Warszawskiej, najpierw Krystyna Szczepańska (1960), dwa lata później Krystyna Szostek-Radkowa (1962). Od tego momentu niemal cały repertuar mezzosopranowy, jaki prezentowano na scenie Opery Śląskiej spoczął na barkach Zofii Wojciechowskiej, która w tym  czasie dołożyła do swojego repertuaru partie: Cześnikowej w Strasznym dworze, Lizy w Cyrano de Bergerac, Berty w Cyruliku sewilskim, Emilii w Otellu, Mary w Holendrze tułaczu, Duenii w Zaręczynach w klasztorze, Junony w Orfeuszu w piekle, Mrs Quickly w Falstaffie, Adelajdy w Arabelli, hrabiny de Coigny w Andrea Chenier. Jak widać repertuar artystki nie ograniczał się wyłącznie do oper Verdiego, było w nim również miejsce na dzieła: Ryszarda Straussa, Ryszarda Wagnera, Charlesa Gounoda, Umberto Giordano, Sergiusza Prokofiewa, Gioacchino Rossiniego.

w partii Carmen, Opera Śląska w Bytomiu 1956. Fot. B. Stapiński

Jednak pierwszą swoją premierę przeżyła Zofia Wojciechowska dopiero, 12 czerwca 1954 roku, kiedy zaśpiewała partię III Damy w Czarodziejskim flecie Mozarta. Aż cztery lata czekała na kolejną premierę; w Wesołych kumoszkach z Windsoru wystawionych 1 lutego 1958 roku zaśpiewała partię Pani Reich. Od tej premiery nazwisko artystki już coraz częściej, i w coraz bardziej odpowiedzialnych partiach, pojawiało się na afiszach premierowych obsad. W czerwcu 1974 roku, śpiewając partię Barbary, wzięła udział w głośnym wydarzeniu, jakim była prapremiera opery Wit Stwosz Józefa Świdra. Będąc solistką bytomskiej sceny operowej, czasami pojawiła się gościnnie na innych polskich scenach m.in. w Operze Poznańskiej, gdzie oklaskiwano ją jako Cześnikową w Strasznym dworze (1962) i Ulrykę w Balu maskowym (1964). Pozostając przy występach gościnnych wypada napisać o sukcesie jaki odniosła 13 listopada 1977 roku, w partii Starej Hrabiny w Damie pikowej podczas gościnnych występów solistów Opery Śląskiej we Frankfurcie n. Menem.

Urodzona w 1919 roku w Łęczycy, studiowała w PWSM w Łodzi w klasie prof. Olgi Olginy. Do Opery Śląskiej została zaangażowana przez Stefana Belinę – Skupiewskiego. Jak widać od samego początku, najpierw edukacji, później pierwszych kroków na scenie, miała kontakty z legendami polskiej wokalistyki. Olga Olgina, której matka była solistką Teatru Maryjskiego, uchodziła nie tylko za znakomitą wykonawczynię partii koloraturowych, ale również świetnego pedagoga. Do grona Jej uczennic należały między innymi: Zofia Rudnicka, Teresa Żylis-Gara, Teresa Wojtaszek-Kubiak, Teresa May-Czyżowska, każda z wymienionych Pań odcisnęła trwały ślad w historii polskiej sztuki operowej. Z kolei Stefan Belina – Skupiewski, to legendarny tenor, wykonawca partii Tristana w mediolańskiej La Scali, pod batutą Arturo Toscaniniego (1923). Jego kariera związana była z największymi scenami operowymi w Europie i Ameryce Południowej, a który objął dyrekcję Opery Śląskiej, po nagłej śmierci Adama Didura. Kontakt młodej kandydatki na śpiewaczkę z tego typu osobowościami musiał wywrzeć wpływ na ukształtowanie jej osobowości artystycznej. Dowiodła tego wielokrotnie sumiennym podejściem do przygotowywanej partii, a później jej wykonaniem i świetnym wyczuciem stylu prezentowanej roli. Po każdej premierze z jej udziałem krytycy podnoszą nie tylko doskonałe przygotowanie wokalne każdej partii, ale również jej opracowanie aktorskie. 

Eboli w Don Carlosie, Opera Śląska w Bytomiu, 1955. Fot. B Stapiński

Z dniem 31 sierpnia 1979 roku przechodzi na emeryturę i żegna się z ukochanym teatrem. Już tylko od czasu do czasu pojawiała się na jego widowni, podczas kolejnych premier, Wreszcie cały swój czas mogła poświęcić rodzinie.   

Zmarła 1 stycznia 2022 roku, w wieku 102 lat, w Radości pod Warszawą, gdzie od wielu lat mieszkała. – „Poza wiernością jednemu tylko teatrowi, po przejściu na emeryturę ustanowiła rekord długowieczności. Zawsze pełna werwy, wdzięku, optymizmu, niewielkiego – uroczego – tremola w głosie, niezapomniana kapłanka polskiej sztuki operowej.” – napisał  Sławomir Pietras.

Adam Czopek