Magazyn Operowy Adama Czopka

Opera, operetka, musical, balet

Cykl Legendy Polskiej Wokalistyki

Ewa Bandrowska-Turska – szyk i elegancja

Za muzyczną edukacją tej artystki stoją wyjątkowo znane w świecie muzycznym nazwiska, w tym cenionego muzykologa prof. Zdzisława Jachimeckiego, który szybko poznał się nie jej wokalnym talencie i namówił do podjęcia studiów w tym zakresie. Te z kolei odbyła u legendarnej Heleny Zboińskiej-Ruszkowskiej w Wiedniu. Wcześniej rozpoczęła naukę gry na fortepianie u prof. Kazimierza Krzyształowicza, ale jej nie ukończyła. Jakby tego było mało to należy jeszcze zaznaczyć, że Ewa Bandrowska była bratanicą sławnego tenora Aleksandra Bandrowskiego, który jednak nie podjął się nauczania młodej bratanicy. Pochodziła ze znanej krakowskiej rodziny, jej ojciec Ernest Bandrowski był profesorem chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego i członkiem Akademii Umiejętności, był również od 1915 roku wiceprezydentem Krakowa. Artystka podawała, że urodziła się w 1899 roku, tymczasem odnaleziona po jej śmierci w Krakowie metryka podaje rok 1894.

Ewa Bandrowska-Turska jako Hrabina

O jej wybitnym talencie może świadczyć fakt że jej nauka śpiewu trwała zaledwie pół roku, po tym okresie Helena Zboińska-Ruszkowska stwierdziła obcesowo, że niczego więcej nie nauczy młodej śpiewaczki i orzekła że jest ona przygotowana do debiutu. Ten odbył się podczas koncertu w jej rodzinnym Krakowie jesienią 1916 roku, do debiutu przygotowywał ją już prof. Zdzisław Jachimecki. Zaraz po tym wystąpiła jako Blonda w Uprowadzeniu z Seraju Mozarta zaangażowana przez Piotra Stermicha-Valcrociatę do zespołu Opery Poznańskiej gościnnie występującej w Krakowie. Kolejną jej partią była Małgorzata zaśpiewana 19 lutego 1917 roku w przedstawieniu Fausta na scenie Opery Warszawskiej. Po tym debiucie Franciszek Brzeziński napisał w „Kurierze Warszawskim” –„W roli Małgorzaty w operze Faust Gounoda wystąpiła wczoraj p. Bandrowska. Jest to dowód niemałej odwagi ze strony młodziutkiej śpiewaczki, która nigdy jeszcze nie występowała na scenie, ze na pierwszy debiut wybrała rolę, w której nie tylko śpiew, lecz i gra duże przedstawia wymagania. Okazało się, że p. Bandrowska nie tylko jest odważna, lecz umie wybornie panować nad nerwami i jest to prawie nieprawdopodobnym, takiego jednak doznawało się wrażenia, jak gdyby artystka nie miała żadnej tremy. Głos jej nie drżał, w grze nie okazywała najmniejszego zakłopotania. Prawda, że umiała swoja partię wybornie, nie spoglądała wcale w stronę kapelmistrza, a pomimo to ani razu nie pomyliła się w takcie… W grze scenicznej wszystko było logicznie pomyślane, wykonane z prostotą i wdziękiem, dowodzi to inteligencji i talentu aktorskiego. Głos, bardzo mile brzmiący, wydał mi się w średnicy i dolnym rejestrze nie dość silnym.” Kolejnym etapem jej artystycznej drogi była Opera Lwowska, gdzie otrzymała pierwszy stały angaż, i gdzie śpiewała zaledwie półtora roku. Zaczęła jak w Warszawie od Małgorzaty, drugą partią była Mimi w Cyganerii, później śpiewała Leonorę w Trubadurze, Violettę w Traviacie, która szybko stała się jej ulubioną partią. „Pani Bandrowska jest jedną z najbardziej olśniewających interpretatorek Violetty, jakie przewinęły się przez ostatnie 15 lat przez Bukareszt. (…) Jej głos jest pełny, okrągły, bardzo rozległy, nie jest jednolity i nie ma tego samego brzmienia i kolorytu w trzech rejestrach.” – napisano po jej występach w stolicy Rumunii.

Jednak szybko okazało się, że świetnie zapowiadająca się kariera musi zostać przerwana. Przyczyną tego była coraz bardziej rozwijająca się poważna choroba płuc (gruźlica), na którą zapadła jeszcze w młodzieńczym wieku. Występy wznowiła po długotrwałym leczeniu dopiero w 1924 roku w Poznaniu, skąd w 1927 roku przeniosła się do Opery Warszawskiej, której solistką pozostawała do wybuchu II wojny światowej (jednak od 1934 roku był to luźny związek), i do której wróciła po jej zakończeniu i kilku latach spędzonych najpierw w Poznaniu, potem Krakowie. Czas spędzony w Krakowie to wielka kreacja moniuszkowskiej Hrabiny przygotowana w 1945 roku na otwarcie Opery Krakowskiej. Partia Hrabiny będzie też jej ostatnią premierą na scenie Opery Warszawskiej – 28 maja 1960 roku. We wrześniu 1961 roku otrzymała wypowiedzenie z pracy. Nowa dyrekcja Opery Warszawskiej w osobie Bohdana Wodiczki szykującego się do przeniesienia na Plac Teatralny nie widzi jej w nowym zespole. W ten sposób pozbawiono możliwości pracy wielu warszawskich artystów. Po interwencji śpiewaczki wypowiedzenie anulowano, ale Ewa Bandrowska-Turska zdecydowała o zakończeniu kariery scenicznej i nie podejmowaniu pracy w teatrze, który jej nie chciał. Cios jaki jej zadano tym postępowaniem był na tyle mocny, że trzeba było kilku lat by śpiewaczka przemogła się i weszła do nowego gmachu stołecznego Teatru Wielkiego.

Ewa Bandrowska-Turska jako Violetta w Traviacie

Wróćmy jednak do wcześniejszych lat. Lata pracy w międzywojennym okresie na warszawskiej scenie operowej były zarazem latami, w których często występowała za granicą. Jej głos o wyjątkowo pięknej barwie i rozległych możliwościach rozbrzmiewał w salach koncertowych i scenach operowych Bratysławy, Bukaresztu, Sztokholmu, Kopenhagi, Wiednia, Hamburga, Sofia, Leningradu, Odessy, Moskwy, gdzie każdy jej występ okazywał się wielkim wydarzeniem, i gdzie zawsze przyjmowano ją jak królową. W dowód uznania jej artyzmu otrzymała w prezencie od moskiewskich artystów szarfę z wieńca znakomitej rosyjskiej śpiewaczki Antoniny Nieżdanowej. Ponadto występowała w Nicei, Brukseli, Ostendzie, Nowym Jorku, Chicago i Cleveland. Jednak najczęściej podziwiano ją w Paryżu, podczas częstych recitali pieśni, Szymanowskiego szczególnie. Scena Opera Comique była miejscem jej sukcesów w Lakme i Traviacie, w których śpiewała główne role. „Paryż był kołyską całej mojej kariery i zawsze żywiłam do tej metropolii wiele sentymentu. Czułam się tam wspaniale.” – napisała w swoim pamiętniku. Kreacje aktorskie tej śpiewaczki francuscy krytycy porównywali do osiągnięć Sahry Bernhard, a wokalne do Adeliny Patti i Todi dal Monte. Maurice Imbert napisał w „Journal des Debats” z 18 kwietnia 1932r. „Pani Ewa Bandrowska przedstawiła się jako jedna z najwspanialszych śpiewaczek obecnej doby. Dysponuje głosem – rozwiniętym sopranem – doskonale jednolitym, wspaniale postawionym i emitowanym, który jest mocny i o rzadkiej giętkości.” Niemiecki krytyk Gerard Krause pisze o niej: „polska królowa śpiewu”. Nie bez racji już w latach trzydziestych nazywano Ewę Bandrowską-Turską ambasadorem polskiej muzyki i polskiej sztuki śpiewu. Po zakończeniu II wojny światowej częstymi występami zagranicznymi potwierdziła ten honorowy tytuł. Była pierwszą polską artystką jaka po wojnie pojawiła się w Pradze, Berlinie, Sztokholmie, Kopenhadze, Londynie.

Ale też przyznać należy, że repertuar Ewy Bandrowskiej-Turskiej charakteryzował się dużą wszechstronnością – obejmował zarówno muzykę dawną, jak i współczesną. Była pierwszą wykonawczynią wielu utworów Karola Szymanowskiego, w tym przede wszystkim Pieśni księżniczki z baśni op. 31 w wersji na głos i orkiestrę. Zresztą Szymanowski wielokrotnie podkreślał, że uważa ją za jedną z niewielu doskonałych odtwórczyń swoich dzieł wokalnych. Specjalnie z myślą o jej głosie znani kompozytorzy pisali swoje dzieła. Dla niej Tadeusz Kassern napisał Koncert na głos i orkiestrę op. 8, Reinhold Glier Koncert na sopran koloraturowy i orkiestrę f-moll op. 82, a Aleksandr Arutunian Koncert na sopran koloraturowy. Jednak przede wszystkim była śpiewaczką operową, zasłynęła jako odtwórczyni partii lirycznym w operach Manon i Werther Masseneta, Poławiacze pereł Bizeta, Cyganeria, Pucciniego Traviata Verdiego. Z równym powodzeniem sięgała również po partie typowo koloraturowe Konstancja w Uprowadzeniu z Seraju Mozarta, Rozyna w Cyruliku sewilskim Rossiniego, tytułowa bohaterka Łucji z Lammermoor Donizettiego i Lakmé Delibesa. Nie unikała też zbytnio partii czysto dramatycznych, Hrabina Moniuszki, tytułowa Ijola w operze Rytla, Elza w Lohengrinie i Elżbieta w Tannhäuserze Wagnera.

Okupację spędziła w Warszawie jako kelnerka kawiarni „U Aktorek” prowadzonej przez Mieczysławę Ćwiklińską, Przed zmuszeniem jej do występów w teatrach zarządzanych przez okupanta chroniło ją „lewe” zaświadczenie lekarskie o konieczności powstrzymania się od śpiewu. Wystawił je dr Olgierd Sokołowski, długoletni przyjaciel śpiewaczki. Po zakończeniu wojny Ewa Bandrowska-Turska prowadziła jednocześnie działalność pedagogiczną, nie zaniedbując jednak pracy na scenie. Tylko w 1949 roku wystąpiła w Operze Poznańskiej jako Madama Butterfly, Tatiana w Eugeniuszu Onieginie. Rok później wracając na poznańską sceną powtarza obie wspomniane partie i dokłada Mimi w Cyganerii i swoją ukochaną Violettę w Traviacie. W latach 1945-49 była profesorem w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Krakowie, a od 1949 do 1951 w Wyższej Szkole Operowej w Poznaniu. Kolejnym etapem profesorskiej profesji stała się Warszawa.

Zmarła 25 czerwca 1979 roku w Warszawie.

Adam Czopek