Magazyn Operowy Adama Czopka

Opera, operetka, musical, balet

Cykl Legendy Polskiej Wokalistyki

Marian Woźniczko, słońce na scenie

„Gdy wychodzi na scenę Marian Woźniczko, to jakby się na niebie pojawiło słońce” – mawiała będąca pod urokiem tego śpiewaka, Eugenia, żona Waleriana Bierdiajewa, dyrektora Opery Poznańskiej, w czasie kiedy ten artysta tam występował. Opinia nie pozbawiona podstaw; bo śpiewak, nie dość, że obdarzony przez naturę wyjątkowej urody głosem barytonowym, uchodził za przystojnego faceta, obdarzonego niezwykłym urokiem, czarującym uśmiechem i wielką kulturą, co zrównywało mu życzliwość otoczenia, szczególnie pań. Dysponował pięknym, mocnym głosem o wyrównanym w każdym rejestrze brzmieniu, z miękką liryczną barwą i urzekającym tonem. Do historii polskiej sztuki operowej przeszły jego pamiętne kreacje tytułowych bohaterów Rigoletta Verdiego, Eugeniusza Oniegina Czajkowskiego, Kniazia Igora Borodina, a także role Jochanaana w Salome Ryszarda Straussa. Wiele uznania przyniosły mu partie w operach Moniuszki, Janusz w Halce i Miecznik w Strasznym Dworze Moniuszki. Jego pełny repertuar obejmował około 50 partii.  

jako Książę Jelecki w Damie Pikowej, Opera Warszawska 1955r.

Artysta urodził się w Klimontowie koło Sosnowca 1 kwietnia 1915 r. w rodzinie górniczej, jako syn Józefa i Marianny z domu Rodek. Można powiedzieć, że nie tylko Jan Kiepura przysparza temu miastu sławy. Lata młodzieńcze spędził w Klimontowie. Naukę śpiewu rozpoczął w swym rodzinnym mieście w działającej od 1932 roku Szkole Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Sosnowcu, w klasie znanej i cenionej prof. Ewy Horbaczewskiej. Ciekawe czy ktoś kiedyś policzył ilu znanych śpiewaków wyszło z Jej klasy. Dyplom uzyskał w 1939 roku, a kilka tygodni później został żołnierzem kampanii wrześniowej. W okresie okupacji zesłano go do obozu pracy w Westfalii; pracował jako górnik w Essen i Gelsenkirchen, a następnie w kopalni „Niwka” w Sosnowcu. Tuż po wyzwoleniu Woźniczko podjął pracę solisty w Teatrze Muzycznym w Katowicach. Rozpoczyna też studia muzyczne, najpierw w Poznaniu, a potem we Wrocławiu. W czerwcu 1946 roku wygrywa wspólnie z Haliną Czerny-Stefańską konkurs wokalno-instrumentalny YMCA w Krakowie, co otwiera przed nim widoki na karierę. Zostaje zaangażowany do Opery Wrocławskiej, gdzie 16 października 1946 roku debiutuje rolą Giorgio Germonta w Traviacie. Debiut sceniczny poprzedził udziałem w koncercie „Poranek muzyczny”, który odbył się 12 maja 1946 roku w Sali Teatru Miejskiego  w Sosnowcu. Obok Mariana Woźniczki wystąpili: Natalia Stokowacka, Józefa Bem, Andrzej Janas, akompaniowała prof. Ewa Horbaczeska. Kilka miesięcy później 18 grudnia 1947 śpiewa po raz pierwszy w swojej karierze partię Miecznika w Strasznym dworze. 2 maja 1947 roku pojawia się na scenie jako tytułowy Rigoletto w operze Verdiego, Gildę śpiewała w tym przedstawieniu legendarna Ada Sarii. 23 czerwca zaśpiewał po raz pierwszy partię Janusza w Halce, będzie ją śpiewał przez całą niemal karierę. „Znał kunszt równego prowadzenia głosu, umiał wczuwać się w rolę i przekazać swoje wzru­szenie audytorium. Natomiast nie zawsze najczyściej intonował.” – pisał o nim Kazimierz  Nowowiejski.

w partii Janusza w Halce, Opera Wrocławska 1947 r.

Sława młodego barytona zatacza coraz szersze kręgi i dociera do Waleriana Bierdiajewa, dyrektora Opery Poznańskiej, który ściąga go do swojego teatru, gdzie szybko staje się jednym z „ ukochanych dzieci” Bierdiajewa. Będą pracować razem do momentu odejścia dyrektora do stolicy. Zanim to jednak nastąpi poznaniacy będą go podziwiać jako: tytułowego Kniazia Igora w operze Borodina, Szczełkałowa w Borysie Godunowie Musorgskiego, tytułowego Eugeniusza Oniegina. No i oczywiście Miecznika w Strasznym dworze, który szybko staje się jego koronną partią. W 1953 roku z zespołem Opery Poznańskiej pod dyrekcją Bierdiajewa nagrywa ją na płyty. 15 lipca 1951 roku wystąpił w polskiej premierze Śnieżynki Mikołaja Rimskiego-Korsakowa. Na przełomie 1952 i 1953 roku bierze też udział w gościnnych występach Opery Poznańskiej w Moskwie. Śpiewa wówczas partie Miecznika i Janusza oraz Szczełkałowa w Borysie Godunowie. Te pierwsze zagraniczne występy pociągnęły następne, w 1955 roku wyjeżdża na tournée po Szwecji (Sztokholm, Götteborg, Luea). Trzy lata później występuje w Bukareszcie oraz kilku miastach byłej NRD. W listopadzie 1958 roku oklaskują go jako Amonastro w Aidzie na scenie Opery Bukaresztańskiej.

Od 1 października 1954 roku Bierdiajew zostaje dyrektorem Opery Warszawskiej i ściąga do niej kilku swoich ulubionych śpiewaków z Woźniczką na czele. „Desant poznański” stał się bodaj pierwszym zgrzytem Bierdiajewa w stosunkach z warszawskimi śpiewakami, którzy poczuli się zagrożeni na swoich pozycjach. Pierwszą warszawską kreacją Woźniczki jest Książę Robert w polskiej premierze Jolanty Czajkowskiego (21 kwiecień 1955). Później jest oklaskiwany jako Walenty w  Fauście (28 lipiec 1956), Telramund w pierwszej powojennej realizacji Lohengrina oraz Escamillo w Carmen (lipiec 1957). Tylko tę ostatnią partię śpiewa do 1961 roku ponad 30 razy. W sumie zaśpiewał na scenie Opery Warszawskiej ponad 340 przedstawień,  Oczywiście Warszawa oklaskuje go jako Janusza. Właśnie śpiewając tę partię towarzyszył debiutującej na scenie, partią Zofii, Barbarze Nieman, co ta z rozrzewnieniem i wdzięcznością do dzisiaj wspomina. Rok 1961 przynosi mu najpierw uznanie za kreację Malatesty w Don Pasquale Donizettiego, a potem … wypowiedzenie z pracy wręczone mu przez dyrektora Bohdana Wodiczkę w ramach jego słynnego pogromu śpiewaków ówczesnej Opery Warszawskiej. Długo nie mógł się pozbyć poczucia krzywdy jaką mu w ten sposób wyrządzono. Nigdy już nie stanął na warszawskiej scenie operowej.

Marian Woźniczko – Malatesta z Agnieszką Kossakowską Noriną w Don Pasquale. Opera Warszawska 1961r.

 W tej sytuacji przyjmuje propozycję zatrudnienia w Warszawskiej Operze Objazdowej. Razem z Michałem Szopskim, Bogną Sokorską, Teresą May-Czyżowską i Urszulą Trawińską-Moroz, przemierzał w rozklekotanym autobusie polskie drogi przenosząc się z jednego miasta do drugiego. Tu śpiewał garbatego błazna Rigoletta, tam był ojcem Alfreda w Traviacie, w następnym miasteczku roztaczał uroki operowego Janusza, i tak przez ponad dwa sezony.Początek lat sześćdziesiątych to zarazem okres jego częstych występów gościnnych. Publiczność Opery Bydgoskiej wielokrotnie oklaskuje go w partiach Figara w Cyruliku sewilskim i Miecznika w Strasznym dworze. Do Opery Wrocławskiej wraca jako Rigoletto. Pojawia się również na estradach koncertowych Bydgoszczy, Wrocławia, Lublina i Krakowa. Od 1962 roku podejmuje współpracę z Operą Łódzką, która w 1967 roku, po wybudowaniu nowego gmachu, stanie się Teatrem Wielkim w Łodzi. Będzie jego solistą do końca kariery. Śpiewał na tej scenie między innymi partie Miecznika w premierze Strasznego dworu przygotowanej w ramach cyklu otwarcia teatru. Później śpiewa w Łodzi między innymi, partię Scarpii w Tosce, Telramunda w Lohengrinie oraz tytułowego Rigoletta. Ta ostania z wymienionych partii należała do jego ulubionych, i przynosiła mu największe uznanie publiczności. Oczywiście opera nie była jedyną formą jego artystycznej działalności, dysponował równie bogatym repertuarem pieśniarskim, w którym dominowały utwory, Beethovena, Brahmsa, Czajkowskiego, Ravela oraz Szymanowskiego, Moniuszki i Karłowicza. – „Baryton Woźniczki prawdziwie męski: potężny i czuły, imponujący siłą i emanujący ciepłem, urokliwy i zniewalający, połączony ze świetną aparycją i dużym talentem aktorskim, sprawiał, że Jego kolejne role stawały się wydarzeniami artystycznymi.” – napisał w buklecie Jego płyty Ryszard Majak. Uważano go za jednego z czołowych barytonów swojego pokolenia. W 1973 roku po zakończeniu kariery, podejmuje pracę pedagogiczną w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Łodzi. Niestety, po zaledwie kilku miesiącach choroba przerwała jego pedagogiczną pracę.

Zmarł 27 lipca 1974 roku. Pochowano go na cmentarzu komunalnym w Starogardzie Gdańskim.

Adam Czopek