Magazyn Operowy Adama Czopka

Opera, operetka, musical, balet

Aktualności

Rok primadonny assoluta XX wieku

Gdyby Maria Callas (właściwie Celia Sophia Maria Anna Kalogeropoulos) dożyła dzisiejszego dnia to 3 grudnia tego roku obchodziła by setne urodziny. Jej artystyczną drogę znaczyły wielkie kreacje i równie wielkie skandale. Burzliwe życie śpiewaczki to temat kilku sztuk teatralnych i filmów oraz wielu biografii, rzadko obiektywnych, pisanych zarówno przez przyjaciół, jak i wrogów.

Maria Callas jako Violetta w Traviacie, Covent Garden w Londynie, fot. Houston Rogers, zbiory autora

Była wyjątkową kobietą o skomplikowanej osobowości, obdarzoną przez naturę wspaniałym głosem, wybitnym talentem i temperamentem, co czyniło z niej niezwykłą śpiewaczkę w pełni świadomą swoich możliwości tak wokalnych jak i aktorskich. Na scenie do tego stopnia wcielała się w kreowaną postać, że mieszał się jej realny świat ze sceniczną fikcją. Jej siła tkwiła w wyrazistym geście, zawsze podporządkowanym muzyce. Nie ma co ukrywać jej głos był w owym czasie autentycznym objawieniem: obejmował blisko 3 oktawy i jednakowo doskonale brzmiał w partiach lirycznych, dramatycznych i koloraturowych. Do tego należy dodać ogromną siłę wyrazu, bogactwo emocji oraz prawdziwe aktorstwo wokalne. Takich przymiotów nie miała żadna z ówczesnych śpiewaczek. Była bezkonkurencyjna! W jednym z wywiadów powiedziała: „Uważam się za sopran, który objawia się tylko raz na wiele, wiele lat. Mój repertuar z woli boskiej i przy błogosławieństwie natury, obejmuje wszystko. Do mojej dyspozycji stoi cała historia muzyki.”

Kariera primadonny trwała niecałe dwadzieścia lat, ale muzyczny świat śledził ją z zapartym tchem. Przez prasowe łamy przewijały się echa wieloletniej wojny sopranów, czyli Maria Callas kontra Renata Tebaldi oraz ich zwolenników. Zakończona zostanie dopiero w 1968 roku w nowojorskiej MET, w chwili kiedy Callas po przedstawieniu Adrianny Lecouvrevur w towarzystwie Rudolfa Binga złoży w garderobie wizytę Renacie Tebaldi. Głośnym echem odbiło się zerwanie przedstawień w Rzymie i Edynburgu oraz wojna z nowojorską MET, a dokładnej z jej dyrektorem Bingiem. Za sprawą Callas Metropolitan zerwała kontrakt z włoskim barytonem Enzo Sordello, który w Łucji z Lammermoor  trzymał zbyt długo swoją nutę przez co primadonnie zbrakło powietrza. Do tego należy dodać fakt, że ubierali ją najwięksi kreatorzy mody, gościły najdroższe hotele, karmiły znakomite restauracje. Jedno trzeba przyznać, Callas kochała luksus jak operową scenę, a jedno i drugie potrzebne jej było do życia jak powietrze.

Callas jako Violetta w Traviacie, Teatro La Fenice 1956, karta pocztowa, zbiory autora

Zanim jednak mogła się pławić w sławie i luksusie musiała przejść długą drogę. Zaczęła ją w Atenach wstępując do konserwatorium i zostając studentką Elwiry de Hidalgo. Również z tym miastem związany jest początek jej kariery. Debiutowała w wieku 19 lat na scenie Opery Narodowej jako Marta w operze Niziny d’Alberta. Drugą partią jaką zaśpiewała w Atenach była tytułowa Toska. Niestety, lata spędzone w Atenach nie przynoszą upragnionych sukcesów. Wraca więc do Nowego Jorku gdzie się urodziła 3 grudnia 1923 roku. Dopiero w tym mieście Giovanni Zenatello poszukujący śpiewaczki do partii tytułowej Giocondy dla Festiwalu Arena di Verona zaproponował jej kontrakt. Pierwszą partią jaką ma tam zaśpiewać będzie tytułowa Gioconda pod batutą Tulio Serafina. Można powiedzieć: zaśpiewała i zwyciężyła! Serafin pokochał jej głos, a poznany wówczas Gianbattista Meneghini zdecydował się finansować jej karierę. Robił to tak intensywnie i tak uroczo, że dwa lata później Maria została jego żoną. To dzięki Serafinowi, który przestudiował z nią kilka partii, i który polecił ją kilku włoskim teatrom, jako bardzo obiecującą śpiewaczkę dzięki czemu zyskała kolejne możliwości występów. Drugą partią jaką zaśpiewała na scenie była tytułowa Turandot w operze Pucciniego – Teatro La Fenice w Wenecji, w styczniu 1948 roku. Kolejną  Izolda w dramacie Tristan i Izolda Wagnera śpiewana po włosku w Operze Rzymskiej w lutym 1950 roku. W międzyczasie, w listopadzie 1949 roku, zdecydowała się zaśpiewać partię Kundy w Parsifalu, w Operze Rzymskiej. Ciekawe czy dzisiaj najbardziej zdesperowana młoda śpiewaczka zdecydowałaby się na tak karkołomny krok oraz tak odległe stylistycznie i wokalnie partie. Callas zwycięsko wyszła z tej próby i to był początek jej wielkiej kariery. Jednak na pozycję wszechwładnej operowej gwiazdy musiała ciężko pracować, na prowincjonalnych scenach, jeszcze niemal cztery lata. Przyświecał jej w tym czasie jeden cel; legendarny Teatro alla Scala w Mediolanie, gdzie debiutowała w lutym 1950 roku, występy rozpoczęła od partii tytułowej Aidy, zaśpiewanej za niedysponowaną Renatę Tebaldi. Głośnym sukcesem okazał się jej występ 7 grudnia 1951 roku, w dniu inauguracji sezonu, partią Heleny w Nieszporach sycylijskich Verdiego, pod batutą Victora De Sabaty. Miesiąc później, od 16 stycznia 1952 roku, rozpoczęła serię występów w Normie Belliniego. W sumie zaśpiewała w tym teatrze osiemnaście partii w kilkudziesięciu przedstawieniach. Dla niej dyrekcja  mediolańskiej La Scali sięga po opery zupełnie zapomniane i nie wystawiane z powodu braku odpowiedniej śpiewaczki. To dzięki sztuce Callas wróciły na scenę: Westalka Spontiniego, Alcesta Glucka, Medea Cherubiniego, Pirat Belliniego, Poliuto Donizettiego. Po siedmiu latach burzliwej współpracy dyrekcja La Scali odmówiła Callas przedłużenia kontraktu. Wróciła jeszcze na tą scenę w grudniu 1960 jako Paulina w Poliuto,oraz maju 1962 roku, jako tytułowa Medea.

Covent Garden Maria Callas jako Tosca w swoim ostatnim występie na scenie operowej 5 lipca 1965

W międzyczasie zdobywała uznanie na wszystkich liczących się w świecie scenach operowych, jeżeli tylko było je stać na jej zaangażowanie. Już od grudnia 1952 roku pojawiała się regularnie w Covent Garden w Londynie, gdzie debiutowała partią tytułowej Normy, później oklaskiwano ją w tym teatrze w: Traviacie, Medei, Trubadurze i Tosce. Również od Normy rozpoczęła w 1956 roku współpracę w Metropolitan Opera w Nowym Jorku. 25 marca 1965 roku stanęła na tej scenie ostatni raz, była to Tosca, w której jej partnerami byli: Richard Tucker (Cavaradossi) i Toto Gobi (Scarpia). Zanim stanęła na scenie Metropolitan oklaskiwano ją w Chicago, gdzie w 1954 roku, jako tytułowa bohaterka Łucji z Lammermoor, przeżyła swój amerykański debiut (czego jej długo nowojorska publiczność nie mogła wybaczyć). Oczywiście się w miarę regularnie pojawiała na włoskich scenach: Wenecja, Rzym, Florencja, Bergamo, Neapol, Ravenna, Genua.   

Już na początku lat sześćdziesiątych u Callas zaczęły się pojawiać pierwsze objawy niedyspozycji głosowych, co szybko doprowadziło do tego, że od 1963 roku znacznie ograniczyła swoje występy. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy było forsowne odchudzanie przez które straciła ponad trzydzieści kilogramów. Niestety, cena tego odchudzania była ogromna, głos zaczął odmawiać posłuszeństwa do tego stopnia, że nigdy nie było wiadomo jak i czy dośpiewa przedstawienie do końca. Dwa lata później  niemal zupełnie straciła głos i była zmuszona wycofać się. Ostatni raz stanęła na scenie, jako Tosca, 5 lipca 1965 roku londyńskiej Covent Garden. Jej wielka kariera trwała niepełne 20 lat, czyli bardzo krótko. Próbowała jeszcze swoich sił na estradzie koncertowej, niestety bez większych sukcesów. Podobnie bez sukcesu próbowała reżyserii operowej, debiutowała w tej roli 10 kwietnia 1973 roku w odbudowanym gmachu Teatro Regio w Turynie Nieszporami sycylijskim Verdiego.

Teatro alla Scala 1952 Callas jako Norma, fot.Erio Piccagliani, zbiory autora

Nie miała szczęścia w życiu osobistym, z poślubionym 21 kwietnia 1949 roku Gianbattistą Meneghinim rozwiodła się dla Aristotelisa Onassisa, który jednak w pewnym momencie porzucił Callas dla Jacquelin Kennedy.

Na początku lat siedemdziesiątych rozgoryczona i osamotniona wycofuje się zupełnie z działalności artystycznej. Zamieszkała w Paryżu, gdzie 16 września 1977 roku zmarła nagle na atak serca. Jej prochy rozsypano na Morzy Egejskim. „”Dawała nie biorąc, wzbogaciła ludzkość i przydała Grekom dumy.” – powiedział w mowie pożegnalnej, obecny podczas tego aktu, Demetrios Nianias, grecki minister kultury. 

Adam Czopek